Na prawdziwą relację i zdjęcia przyjdzie jeszcze czas, ale tu podzielę się mapką i wrażeniami.

Oto dzisiejsza moja trasa (trasa otwiera się po kliknięciu w obrazek):

Trasa 3 przeleczy

Trasa 3 przełęczy

 

Tym razem w większości trasa biegnie w Szwajcarii,  i góry są inne, i drogi. Góry – na przełęczach gołe kamienie, wszystkie 3 przełęcze rozłożyste, szerokie, prowadzące do nich doliny też, potoczki w tych dolinach mizerne, za to koryta tych potoczków wyraźnie pokazują, na co te potoczki – okresowo – stać. Pasące się przy potoczkach i na zboczach krowy – czy naprawdę mogą wyżyć na tej biedniutkiej murawie na wysokości 2,5 km???

Ale tak jak mówiłam – świeżo po ukończeniu dzisiejszej trasy chcę się głównie podzielić wrażeniami. To dopiero 3 wycieczka, ale jestem pod wciąż rosnącym wrażeniem różnorodności krajobrazów Alp. Tu po prostu nie można się nudzić. I tak jak pierwszego dnia zachwycałam się pięknem trasy i tym, że nie ma tu „pustych przebiegów”, tak teraz łapię się na tym, że wręcz oczekuję, czekam, wyczekuję na nowe doznania zza każdego zakrętu. Widoki są nie do opisania, nie do pokazania na zdjęciach. Pan Kikim robi filmy, i one też się tu pojawią, lecz wpierw wymagany jest ich montaż. Nie znieślibyście półgodzinnego filmu o jeździe, choćby i upojnej. Filmy będą zmontowane i umieszczone tu na blogu. Tymczasem słów brakuje, żeby opisać jak pięknie tu jest. Tu – w Tyrolu Południowym, tu – na Królowej Przełęczy, i tu – w Szwajcarii.  Jak pięknie jest wśród lasów i łąk. Jak fascynujące są te księżycowe krajobrazy na przełęczach.  Jak śmiesznie jest spotkać krowę twarzą w twarz na samej przełęczy wyższej niż Rysy – przy czym oznakowania na trasie od początku informują, że nie bierze się odpowiedzialności za szkody poczynione przez tzw. rogaciznę… turysta samochodowy i motocyklowy musi umieć żyć z krowami i już.

I czekając na te nowe doznania, za każdym razem nie jestem zawiedziona, o nie…  Rozumiem już – a przynajmniej zaczynam rozumieć – czemu to miejsce jest mekką dla motocyklistów. Dlaczego ludzie tu przychodzą z plecakami wędrować po dni kilka – naście. Dlaczego kolarze i zwykli rowerzyści na góralach jadą pod te przełęcze, dlaczego biwakują wysoko w górach. Czemu słowo „góry” upaja – pięknem i majestatem. Ponieważ Góry. I już.

Dodatkowy bonus: po pierwszym dniu, z Królową Przełęczy, obie następne wycieczki były po prostu przyjemne i dość proste. No nie takie znów proste, ale jednak prostsze niż Stelvio. Dziś wyjątkowo mocno to poczułam, kiedy od Fluelapass bez przerwy pociągnęłam do domu, do Pfunds. To droga Suess – Landseck, nie ma serpentyn, są zakręty, niektóre ostre, i nareszcie uwolniłam się do końca od wpływu Królowej i pozwoliłam Szarlocie brać zakręty, jak chce, heblując tylko w ostateczności. Wiecie jak to jest? No właśnie…

Tu wszystkie główniejsze drogi mają wspaniale wyprofilowane zakręty. Tu po deszczach jeżdżą specjalne samochody czyszczące. Tu po prostu nie boisz się wziąć zakrętu, bo on nie podwija, bo nie zmiecie Cię do rowu (zresztą w tym wypadku byłby to – no, byłaby przepaść), nie poślizgniesz się na piasku. Znak drogowy oznajmia wyjazd z budowy, uwaga, będzie brudna jezdnia. Po lekko zmienionym kolorze widzę, gdzie wyjeżdżały ciężarówki – i to wszystko. Ale nie ma to większego wpływu na przyczepność. Nie ma błota na jezdni, no po prostu nie ma i już. Wszystko na co trafiłam to parę kamyczków na malutkiej dróżce między Filistur a Alvaneu. Idealne miejsce żeby się uczyć na żywo robić zakręty. Dziś mi się to zaczęło udawać z większą prędkością niż kruzerowa – w końcu mogłam zacząć wyprzedzać ;-)

Pozostaje mi tylko polecać Alpy na wycieczki – czy to rowerowe, czy motocyklowe, i zaprosić na dalsze relacje na blogu.

 

Szerokości!

 

 

Tagi: , , , , , , ,

Zostaw odpowiedź

Możesz używać następujące tagi: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>