……

Foto by Mała

Foto by Mała

naprawdę, naprawdę pięknie tu, w Tyrolu, w dolinie, w Pfunds.

Jak idziemy wszyscy z hotelu  do tzw wsi, którą nazywamy miastem z racji na – no, ogólnie pojęty poziom cywilizacyjny, miejscowi pozdrawiają nas tym cudownym austriackim „Pochwalony!”, zmienionym gwarowo z „Gruess Gott!” na coś w rodzaju „Gruessgi!”. Złapałam się na tym że sama zaczynam pozdrawiać, nawet turystów, takich jak – w sumie – ja. Wieczorem późnym, wracając z imprezy, no, wiejskiej, z disco-tirolo w roli głównej (koncert dawał zespół Pfunds-Kerle!!!) , z tańczeniem z Małą pod sceną, no więc wieczorem późnym wracamy ciemną uliczką miejską – pardon, wiejską, mija nas młody człowiek z nieśmiertelnym „Gruessgi!, Gut’Abend”, tonem przepraszającym że tak późno mówi, dopiero jak nas mija….. Na Mszy Świętej polowej burmistrz (czy wieś ma burmistrza? Ale mówią nań Buergermeister, to chyba burmistrz zatem) – burmistrz, rozpoznając w naszej czwórce gości wita nas i zaszczyca uściskiem dłoni. To nie ironia ani cynizm, naprawdę czujemy się powitani w miasteczku, pardon, we wsi.

Na szlakach zupełnie podobnie i jeszcze bardziej.  Szlakach pieszych. W odludnej dolinie, odludnej nawet jak na standardy alpejskie, jesteśmy my: Ja i Nielaty, przełęcz przed nami, i lokalni. Lokalni przyjeżdżają pyrpyr pod górę malutkimi dżipami, rozstawiają się rano na hali na wysokości 2,1 km i grabią siano, ku euforycznej radości Młodego, bo takich mini – dżipów to jeszcze nie widział, zresztą droga, bardzo bardzo stroma i gruntowa, zamknięta przed innymi pojazdami. Inne pojazdy przywożą pracowników tzw. kolejek górskich do – czyszczenia ścieżki i drogi z kamieni, udrażniania kanałków wodnych….  Co charakterystyczne – wszyscy się z nami witają, zauważają nas, pozdrawiają nas, a na koniec dnia jak suniemy z powrotem spod przełęczy w dół na parking, cały rytuał powitalno-żegnalny się powtarza, kiedy to wszyscy lokalni skończywszy pracę wracają swoimi malutkim pojazdami na dół do miasteczka.

I tylko tak zastanawiam się – czemu tak nie mogę robić u siebie, w domu? Czemu tu się czuję lepiej, niż nawet w Bieszczadach?

Czy to świadomość historii mojego kraju, czy efekt trawy, która w cudzym ogrodzie lepiej rośnie?

Niezależnie od powodów, pięknie tu.

 

 

 

 

Tagi: ,

Odpowiedzi: 3 do wpisu “Alpy, Alpy, Tyrol ….”

  1. nutria pisze:

    jest niestety jedna mała różnica – w Aplach jest czysto… i jednak mniej biednie – sama powiedziałaś ” skończywszy pracę wracają swoimi malutkii pojazdami do na dół”… Więcej jakiejś dbałośći o przestrzeń, o to by było ładnie…

    • Sharlota pisze:

      Więcej dbałości – o, dokładnie tak. Nawet drewno do suszenia ułożone jest równiuteńko. Pani grabiąca siano jest ubrana tak, że można z turystką pomylić….
      Wszędzie z okien i balkonów ta feeria kwiatów…
      Zamiecione drogi… Przykłady można jeszcze mnożyć.
      Też tak bym chciała u nas…

  2. [...] koniec… poza hotelem jest jeszcze wioseczka. Wioseczka, którą tycio zaczęłam opisywać tu, w tej notce. Wioseczka, która sprawia, że czujesz się mile widzianym gościem. Widoki, które zachwycają, [...]

Zostaw odpowiedź

Możesz używać następujące tagi: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>