Siedzę/leżę, notki porządkuję. I co widzę? Notkę, która miała zostać opublikowana 29 sierpnia. A potem na pewno, na pewno już 30 sierpnia. Patrzcie, no , nie mówiłam, ciśnie się na usta….

Dobrze oddaje przemyślenia sprzed mojej ostatniej wycieczki w Alpach. Co jeszcze raz podkreślić warto: Ważne, cholernie ważne jest, w jakim stanie ducha jedziesz na wycieczkę motocyklową! Bo wiecie, jak to się skończyło…. notką pana Kikima. A tu do tego jeszcze raz moje podsumowanie.

 

Notkę dedykuję wszystkim świeżakom i miłośnikom winkli.

 

…… na Szarlocie czuję się zupełnie, zupełnie inaczej niż w poprzedniej notce o wrażeniach z Tyrolu…. i mam swoistą dychotomię odczuć z tym związanych.

Bo tak: cudowne krajobrazy, cudowna, szorstka i czysta droga, dzika przyroda,  piękne wioseczki i miasteczka po drodze…. Jednakże jazda po serpentynach jest, co tu ukrywać, swoistym chrztem dla motocyklisty. Pora się przyznać: choć pięknie tu, choć wspaniale jest jeździć, to po pierwszej wycieczce, tej na Stelvio, wieczorem byłam nie tylko zmęczona. Ogólnie można to nazwać wręcz przemęczeniem, i to nie fizycznym, ale psychicznym. Bliska byłam załamania, choć duma i radość z wjechania i zjechania po tej trudnej przełęczy była – i jest nadal – to dość surowo oceniłam moje możliwości dalszej jazdy.

I jak tu żyć? Jak tu jeździć? To chyba też i kwestia ambicji. Czuję że porwałam się z motyką na słońce. Owszem, jestem w stanie dosięgnąć promieni słonecznych, ale nic więcej. Szarlota, jak wiadomo, umi skręcać i zawracać. A ja ni. I kuniec. Następne wycieczki – o niebo łatwiejsze – dalej sprawiają mi kłopot, jeśli chodzi o zawrotki. To nie pora ani miejsce, żeby ćwiczyć zawracanie, przyznaję i biję się w piersi – wszak to ja obiecywałam sobie na początku sezonu doszkalanie, z którego wyszedł tylko…. wykład teoretyczny. Zatem każda zawrotka to walka z motocyklem, który raz to kładzie się – i podrywam ją gazem, raz to wychodzić mi chce z zakrętu – a tam przepaść! – bo tak ją prowadzę. I nic to, że wiem teoretycznie co robić. Ciało nie pamięta. Więc nie robi albo robi za późno.

W takich chwilach dość bezsensownie cieszę się, że jadę sama i nie ma przy mnie pana Kikima. Już ten by się irytował, denerwował, smucił, że takie fajne zakręty tracę… ba- złościł, że czekać musi, bo że musi, to sam sobie by narzucił…

I staram się bardzo przepuścić wszystkich przodem. A są tacy nawet na takich zawrotkach, co wyprzedzają i dokręcają. Czy jest to pocieszające że choć żaden kruzer mnie nie dogania? hehehe… , za to wyprzedzają niemal wszyscy. Niemal, bo samochody campingowe naprawdę, naprawdę mają problem na serpentynach i te mogę sobie  – odważna! – wyprzedzać, ile wlezie, tzn o ile pozwoli na to na ogół bardzo wąska droga i zakręt następny zbliżający się nieubłaganie.

A jednak nie zgadzam się z Panem Kikimem. Nie tracę. Uczę się.  Koniec ze smędzeniem. Nikt nie poznał wszystkich ścieżek w Alpach w ramach jednego wyjazdu.

Mam motywację, żeby tu przyjechać ponownie. I przygotować się. Doszkalanie techniki jazdy – polecam wszystkim, którzy jadą w Alpy.

Szerokości!

 

I ja, kulas, również dołączam do koleżanki z 29 sierpnia tego roku, i życzę Szerokości i suchej nawierzchni. Oraz dobrych zakrętów, hmmm…

 

 

Tagi: ,

Odpowiedzi: 10 do wpisu “Alpy, Alpy, Tyrol …. co ja tutaj robię?”

  1. GW pisze:

    All is just fine. The only small point is that nowhere in these exciting story I noticed a slightest thought about the fact that this Lady is Mother to 7 y girl and 3 y boy. I personaly would like to know their reaction this accident, what they are feeling/doing now, and whether their Mother is fully aware what would happen to them in case things went quite badly? What is happening to them (at least to the boy) I know at the moment even too good (the boy is charming, it really is, but every morning he spends some time in a, so to say, very deep reflection; asked for the reason he murmures: my Mother is not with me). To those reading this here comes a small quiz: where the Boy is at the moment? Where is the girl I do not know, they say it is at home…
    13Sept2012

  2. GW pisze:

    All this is just fine. But let me remind all of you reading this, that this Lady is Mother to 7 y old girl and 3 y old boy. It strikes me therefore that I found no reflection of this fact in reports presented. Personally, I’d like to know the reaction of these children and their thoughts as well, and where they are now (as surely it is difficult to take care of them in present circumstances, don’t you think so)? Well, Iknow (partially) the answer, they boy is really charming gentleman and only in the mornings he falls in deep meditation mode and asked for the reason murmures: the Mom is not with me….
    To summarizes: this hobby is probably very fascinating but I do not see any balance between it here and the family live …
    Sorry….
    13.09.2012

  3. Kusz pisze:

    I totaly agree with GW. Womans place is in the kitchen! She should raise kids and stay home, while her husband brings money, having fun, rides motorcycle, plays futball, drinks his ass of in bars with friends. Then comes back back and beats her wife.
    Like a typical Polish family.

  4. Romeo pisze:

    I jeszcze jedno : Czy mogliby Państwo pisać po polsku ? Czy to może szyfr coby plebs z „typical Polish family” nie wiedział o co ‚kaman’ ?

    • Sharlota pisze:

      Romeo, myślę że użycie angielskiego jest w tym przypadku akcydentalne. Swoją drogą Shadowgirl czytają co najmniej dwie osoby angielskojęzyczne. Komentarze po angielsku mogą się pojawić wobec tego niezależnie od wszystkiego.
      Jednak , zgadzając się z Twoim wnioskiem: Szanowni Czytelnicy, for discussion’s sake: wszelkie dyskusje (na ogólnym poziomie kultury osobistej) na blogu są mile widziane, ale językiem preferowanym jest język Polski. Chyba że nie możecie inaczej z racji pochodzenia.

      Pozdrawiam!

  5. Sharlota pisze:

    Oooo, dzięki Romeo!
    :-)

  6. nutria pisze:

    o.. chciałam Ci dorzucić obrazek o „rodzeniu naczyń i zmywaniu dzieci”… ale już go widziałaś ;)

  7. GW pisze:

    A ja myslalem, ze shadowgirl jest po angielsku, ale widac sie pomylilem. No to niech bedzie Wasz polski (choc tego akurat dnia moim jezykiem caly czas by angielski i lepiej mi sie w nim pisalo…).
    Jak powiedzial pewien rabin – ja sie z wami wszystkimi zgadzam! -ale dlaczego shadowgirl i spolka nie odpowiedzieli mi na pytanie w moim wpisie?! Jest dwukrotny bo w miedzyczasie „siadl” mi komputer i nie wiedzialem czy wpis nie poszedl w powietrze… Ale zawiera to samo pytanie: a co na to dzieci naszej „gwiazdy sezonu”? Wbrew sugestiom nie chce by byla tylko od garow i doceniam wszystkie Jej osiagniecia – ale skoro sie zdecydowala miec te dzieci to – tak sadze – powinna tez od czasu do czasu o nich i o ich przyszlosci myslec. A wyglada, ze na uwadze jest tylko „co ja mam miec od zycia”. No coz, to co Pani masz – poki co.
    Co do tej przyszlosci: znane sa mi przypadki gdy wieksi jeszcze od shadowgirl milosnicy motocykli w pewnym momencie zawiesili ekstremalna odmiane tego sportu gdy urodzily sie im dzieci – bo co by bylo gdyby im z sie cos stalo. Wiem, nieszczescie stac sie moze i na rownej drodze – ale w takim razie skad wiekszosc wariatow robiacych motocyklowe akrobacje przy 200 i wiecej k/h ma zalozone tzw „petle” (urywajace glowy w razie wypadku by rodzina nie musiala sie meczyc i oni z nia – gdyby przezyli)? Byz moze ja mam inne zrodla informacji – byc moze…
    Zostawiam Was z tym i postaram sie wylaczyc – jestesmy w zupelnie roznych rzeczywistosciach.

Zostaw odpowiedź

Możesz używać następujące tagi: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>