Kolejne dni mini wyprawy upływają pod znakiem jazdy i cudnych widoków. Nie jestem w stanie aktualizować notek na bieżąco, bo na ten przykład drugiego dnia skończyliśmy w hotelu gdzie nie było wifi w standardzie pokoju…. ale za to pięknie nas przyjęto.

Dlatego z braku czasu wrzucę króciutką relację, bo wiecie… dzień 4, 5 i trzeba jechać, jechać jechać!!! Opisy będą się pojawiały z opóźnieniem.

Ale jest fajnie:

Ola_GrossGlock1

Jednakże ad rem. Drugi dzień upłynął pod hasłem:

Grossglocknerstrasse.

Kto nie zna tej jednej z piękniejszych płatnych  alpejskich, zbudowanej tylko i wyłącznie pod turystów i to chyba bikerów, niech zajrzy tu.

Opłata w tym roku znowu wzrosła – już do 24 euro za motocykl – ale jak zwykle warto zapłacić za naklejkę i mapkę, bo trasa jest cudnej urody, cudnego asfaltu i cudnych widoków.

Wjechaliśmy tabunem aż do Bikers nest, czyli na EdelweissSpitze, gdzie jak wiadomo jest schronisko-motelik-restauracja i świetny punkt widokowy na Dzwonnika i jego Towarzyszy.

Edelweiss1

Tamże na podjeździe, wyłożonym kostką brukową – jedyny taki moment na całej trasie, bo i nie jest to obowiązkowy punkt trasy, do EdelweissSpitze trzeba zjechać na bok z głównej drogi – tamże właśnie Ja, nie chwaląc się, wywaliłam się byłam na wąziutkim zakręcie, zapatrzywszy się na starego VW żuczka zjeżdżającego z góry.

Edelweiss2

Pamiętajcie motonici: PATRZYMY gdzie jedziemy. Jak na przykład popatrzymy na tego żuczka co zjeżdżał z góry, to pojedziemy prosto na niego, i będąc wciąż świeżą i niedoświadczoną motocyklistką, chcąc uniknąć zderzenia ze skałą bądź z tymże żuczkiem, spokojniutko położymy Szarlotę na prawym boczku, jednocześnie zgrabnym ruchem wyskakując z siodełka coby Szarlota nogi i stopy nie przygniotła.

Zaczym, zatrzymawszy ruch w górę i w dół, odtańczymy taniec radości że stopa i noga cała. A że motocykl leży… phiiii, ktoś mi go podniesie.

Serio, zupełnie nie myślałam o podnoszeniu motocykla, skoro mam nogę całą. Jakoś ze wszystkich moich przewrotek doświadczenie pokazuje, że Szarlota to akurat wychodzi cało, za to ja niekoniecznie. Stąd radość, bo gdybym sobie stopę uszkodziła to bym raczej już nie pojechała tego dnia… A tak – Pan Kikim podniósł motocykl, wróciliśmy ruch na dróżce bo już niektórzy na trzeciego chcieli wyprzedzać (kto był na dróżce na Edelweissspitze ten wie, jaki to poroniony pomysł), i dojechać do Bikers nest, gdzie widoki i pyszne jedzonko czekało:

Edelweiss3

Tras i przygód było tego dnia więcej, ciąg dalszy zatem niedługo (hmmm) nastąpi …

Miłego dnia!

 

Tagi: , ,

Zostaw odpowiedź

Możesz używać następujące tagi: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>