Widoczek - Oberinntal

Widoczek – Oberinntal

Chyba czas wrócić do weselszych tematów niż okołowypadkowe, prawda? Dziś przedstawiam kolejne miejsce z cyklu: „Miejsca przyjazne motocykliście”. Miejsce w którym byłam osobiście, 2 tygodnie, jako motocyklistka, wędrowniczka i jako Matka Rodziny również. Recenzja zatem jest wszechstronna :-). Przedstawiam: Hotel Edelweiss w Pfunds!

Hotel Edelweiss w Pfunds

Hotel Edelweiss w Pfunds

Reklama i adres: www.edelweiss-pfunds.com Jest truizmem rzecz, iż w sezonie letnim cały Tyrol zamienia się z regionu narciarskiego w region wędrówkowy…. ale raczej należy powiedzieć – w region motocyklowy. Ilość ścieżek do wędrowania, szlaków, atrakcji przyrodniczych dla dzieci i dorosłych oszałamia. Ale to było – nie było – rzecz niejako wrodzona, do Tyrolu przypisana. A przynajmniej tak to widzą Tyrolczycy. Co jest podkreślane na każdym niemal zakręcie, to fakt iż „Bikers wellcome/willkommen,/bienvenue”, i tak jest też w przypadku Hotelu Edelweiss w Pfunds. Celowo podkreślam iż to hotel Edelweiss w Pfunds, bo nazwa Edelweiss, ze zrozumiałych względów zresztą, jest bardzo, ale to bardzo w Tyrolu powszechna, ba i poza granicami w Szwajcarii można hotel Edelweiss niemal w każdej miejscowości tamtejszej napotkać. Nic dodać nic ująć, jeno rozwinąć. Zatem:

- oferta dla motocyklistów w hotelu, na osobnej stronie www, boldem wyróżniona. Nie sposób nie zauważyć.

- korzystne zniżki i atrakcyjne karty pobytowe dla osób pozostających w hotelu powyżej 3 dób. Odpowiednik skipassu w sezonie zimowym. Dzięki temu ta Połówka, która danego dnia z naszej Paczki nie jeździła moto tylko jeździła z Nielatami, miała zniżki na wejścia na lodowiec, przejazdy wszystkimi kolejkami górskimi w okolicy, zatem ułatwiony dostęp do przecudnych szlaków na szczycie gór w okolicy (czy mówi Wam coś okolica Nauders, Samnaum, Ladis-Fiss-Serfaus? O Pitztal i Stubai w Oetztal nie mówiąc? mi nie mówiło tyle co moim znajomym, którzy na te nazwy otwierali oczy jeszcze szerzej i okazywało się, że to znane skądinąd ośrodki narciarskie… ), oprócz tego wstęp wolny lub ze zniżką w parę fajnych miejsc w Tyrolu…

- garaż dla motocykli. Fakt, iż teoretycznie na 5-6 maszyn. Niemniej, kiedy wieczoru pewnego okazało się że garaż zapchany maszynkami tak, że zastawiają siebie nawzajem, a pan Kikim jeszcze z wycieczki był nie ściągnął z powrotem – dostał miejsce w garażu prywatnym właściciela, z alarmem, Kikim miał solo nocowanie :-). Rzeczą oczywistą jest też, że narzędzia pierwszej potrzeby są dla motocyklistów na miejscu dostępne. Naprawdę nie ma potrzeby o to pytać, skoro jest (podejście miejscowych ;-)). Chyba nawet karszer do obmycia motóra jest dostępny…

Szarlota i Kikim w garażu

Szarlota i Kikim w garażu

- mapki, reklamówki,… jak w biurze turystycznym. Nie tylko dla motocyklistów. Informacje co, gdzie, kiedy. Sugerowane trasy wycieczek. Nie tylko pieszych. Fajne?

- Lunchpaket, czyli jedzonko na wycieczkę motocyklową, pakowane przez przemiłą Panią na żądanie, a w nim dwie kanapeczki, jajo, jabłko i butelka z wodą. Wystarczy aż nadto. To wszystko w cenie, ofkors.

- no ba! Cena. Wysoka jak na kieszeń Polaka, najniższa w okolicy (chętnych odsyłam do strony). Na pewno są tańsze kwatery. Ale nie dla bajkerów, a jeszcze nie skończyłam wyliczać zalet tego miejsca. Czytajcie zatem dalej:

Poza-motocyklowe zalety:

- plac zabaw dla dzieci – nie liczyliśmy nań, okazało się że jest, dopiero w drugim tygodniu pobytu. Nie żeby Nielaty nie miały co robić, ale zawsze mogły odreagować zdobywanie kolejnych 2-2,5 tysięcy metrów w rozrzedzonym powietrzu skacząc na trampolinie. Bo jeszcze im mało było.

- internet bezprzewodowy, całodobowy, wliczony w cenę. Wcale niekoniecznie standard dla Tyrolu. Tym większy plus.

- last but not least: jedzenie. Halbpension czyli Half-Board to sniadania plus obiadokolacja. I tak jak śniadanie nie powala na kolana – brakuje serów pleśniowych a zwłaszcza warzyw, tak obiady…………… Gotuje sam właściciel. Obiad z 3 dań. Boski. Pyszny. Ewentualnie co najmniej dobry, ale w 10 przypadkach na 12 Boski. O Matko z Córką, a desery tak samo… Lody to mało wykwitny deser, a też dobre. Zwykłe kluchy ze śliwkami tak zrobione, że Niebo w Gębie…. Ryba? Ryba to delicja… Zwykła wołowina rozpływa się w ustach…

Po prostu codziennie wykwintne, jak na niewydelikacone podniebienia, owszem, ale jednak wykwintne dania. Oj, warte swojej ceny…

- same pokoje – no cóż, to hotel. Po prostu Hotel. Nie malutki przyjemny pensjonacik. Pokój mieliśmy akurat. Właściwie to dwa pokoje – Nielaty piszczały w pokoju obok na łóżku piętrowym, za drzwiami, co cenne :-). Standard akurat na 3 gwiazdki: codziennie czysto, mydło i płyn, suszarka, papier toaletowy, ręczniki… no standard i wszystko grało.

Trochę miejsca w tym pokoju było, na pisanie takich notek do Shadowgirl na przykład:

Stolik w pokoju

Stolik w pokoju

Czego nie da się jednak zamieścić na stronie, to obsługa.

Obsługa, która z hotelowej zmieniła się …. no właśnie, w jaką? – jak miałam wypadek. Właściciel, który pomagał panu Kikimowi. Kelnerka, która zajmowała się Nielatami i dopilnowywała, żeby chociaż na czas obiadu były uśmiechnięte, bo Mama na pewno wróci i będzie już wszystko dobrze. Te lody w prezencie dla Nielatów, żelki i inne słodycze na otarcie frustracji z powodu mojego pobytu w szpitalu. I oferta cenowa skrojona tylko dla Pana Kikima i Dzieciów na czas dodatkowych dni, nieplanowanych wszak, pobytu mojej rodziny w Austrii, pobytu koniecznego żeby dopilnować spraw z ubezpieczeniem i moim transportem do Polski.

To wszystko sprawia, że, po prostu, hotel polecam w ciemno.

A przecież, przecież, to nie koniec… poza hotelem jest jeszcze wioseczka. Wioseczka, którą tycio zaczęłam opisywać tu, w tej notce. Wioseczka, która sprawia, że czujesz się mile widzianym gościem. Widoki, które zachwycają, Inn, który grzmi nerwowo w korycie, muzeum lokalne z emerytką – fascynatką staroci, w którym Mała może wziąć do łapki tabliczkę i rysik i własnoręcznie się przekonać jak to kiedyś dzieci pisały, a Młody może podjąć próbę zepsucia starego samochodzika – zabawki eksponatu w muzeum.

Wioseczka, która ma własną kapelę dętą – którą mogliśmy podziwiać na konkursie kapel ze wszystkich bodaj okolicznych wiosek i dolin.

Nie wiem czy te odczucia swojskości to dlatego, że w czasie wakacji tych gości jest mniej i każdy jest na wagę złota. Nie ma to znaczenia, bo odczucie jest moje, nasze, i jak najbardziej prawdziwe.

Do Tyrolu dobrze jest wrócić.

Tagi: , , ,

Jedna odpowiedź do wpisu “Hotel Edelweiss w Pfunds, Tyrol, Austria”

  1. Traveller pisze:

    Ze swojej strony mogę podzielić się wspomnieniem z 2011 roku. W pierwszych dniach Lipca, razem z 2 kumplami dotarliśmy do Austrii przez przełęcz ze Szwajcarii już po ciemku, w ulewie, zmęczeni i wychłodzeni. Na Booking.com znaleźliśmy ten hotel wybierając po najniższej cenie i wolnym pokoju. Na miejscu, pomimo bardzo późnej pory, zostaliśmy miło przyjęci, dostaliśmy coś ciepłego, mogliśmy skorzystać z suszarni ciuchów. Pokój był wygodny, czysty a obługa bardzo sympatyczna i pomocna. Aż żal było po pysznym śniadaniu ruszać dalej… Polecam!

Zostaw odpowiedź

Możesz używać następujące tagi: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>