Notka zainspirowana Kostuchą i Aniołem z bloga Cyberscyzora.

Jeździcie z Aniołem Stróżem? Ile razy spotkaliście Kostuchę na drodze?

Ja też mam swojego Anioła Stróża, choć do wyprawy w Kotlinę Kłodzką sobie nie do końca to uświadamiałam. Ale może przemyślenia na smętnie przed wyprawą nastroiły mnie odpowiednio, i dzięki temu już pierwszego dnia wycieczki (a drugiego wyprawy, pierwszy dzień to przelot Warszawa – Polanica Zdrój)  miałam przyjemność spotkać się z – jak zjawisko nazywa Cyberscyzor – Kostuchą.

No dobra, panikuję. Choć nie do końca. Było to tak:

Droga 100 zakrętów za nami, choć w tym przypadku nie ma to żadnego znaczenia.

Pola, łąki, przeurokliwa droga, kwiaty kwitną, słońce świeci. Ptaki. Po Czeskiej stronie bardzo mały ruch, ogromnie pomocna rzecz gdy nie czujesz się pewnie, ale akurat teraz ktoś mi siedzi na ogonie. No nie ma on mnie jak wyprzedzić, wszak zakręt co chwila, w zakręty trzeba się położyć bo inaczej się nie skręci.

[dygresja]

Proszę Państwa Niejeżdżących – tak, wiem że tu zaglądacie – gdybyście się zastanawiali kiedyś jadąc autem czemu motocyklista nie da się wyprzedzić na zakręcie to mogą być tylko dwie przyczyny. Primo: nie da się Jej/Go wyprzedzić, zapomnijcie, boście za wolni. Secundo: motocykl w zakręcie zajmuje cały, ale to cały pas. od krańca do krańca, mimo że taki mały. Motocykl w zakręcie „kroczy”. Motocykl nie skręci inaczej, niż przez mniej lub więcej położenie się na boku, nie dlatego że motocykliści to Dawcy i muszą się ścigać, tylko żeby utrzymać dynamikę jazdy i nie zatrzymywać się przed zakrętem a jednak skręcić – trzeba go położyć na boku. Dlatego nie wyprzedzajcie, Kierowcy Aut, motocykli na zakręcie, i nie zmuszajcie do szybszego pokonania zakrętu Świeżaka. I nie, mimo bycia Świeżakiem wcale nie jechałam tak wolno jak Pan w Skodzie w Kapeluszu – nikogo prócz Stereotypu nie obrażając.

No właśnie. To jest rzecz, której motocyklistka początkująca musi się nauczyć – skręcać. To jest jedna z wielu rzeczy, które – chcąc nie chcąc – uczyłam się w czasie wycieczek  po Górach Stołowych i nie tylko w czas czerwcowego długiego weekendu. Jeżeli można mówić o zaczątkach bycia Prawdziwą Motocyklistką i wogóle o kwestii Prawdziwości Bikera, to kwestia ta nazywa się umienie skręcania.  To rzecz podstawowa dla jazdy motocyklem. Wymaga wyczucia motocykla  i umiejętności, które po prostu zapewniają bezpieczeństwo.

[koniec dygresji]

Fakty:  źle wzięłam zakręt, zakręt w lewo, zakręt miał piasek, zakręt zawijał za zakrętem mocniej. Klasyka wypadku pt wypad z trasy.

Klasyka czyli Szarlota sama skręci Moją Siłą Woli. Za mało pochylam motocykl, hamuję przed zakrętem – tu ok – ale nie pochylam Szarloty. Z tyłu auto właśnie siedzi na ogonie, a ja mam poczucie presji. Na szczęście – za chwilę go już nie mam, choć  poczucie to jakby Głos wewnątrz pytający „czy kierowca auta będzie chciał na zakręcie wyprzedzić, skoro ja zwalniam, on nie musi, miejsca dużo ale teoretycznie, bo – czego on może nie być świadom – za chwilę wychodząc z zakrętu w lewo zukosuję ten zakręt z prawej części pasa do środkowej części. De facto tego miejsca do wyprzedzania nie ma. Krótko: walnie mnie z tyłu, czy nie?”. Za chwilę presja ta i Głos znika, bo robię drugi błąd (Pierwszym było za słabe pochylenie Szarloty i wejście w zakręt w lewo od strony wewnętrznej, lewej, a nie zewnętrznej). Drugi błąd to: nie patrzyłam, gdzie chcę pojechać.

Spojrzałam w trakcie zakręcania nie tam, gdzie zakręt się kończy i zaczyna prosta droga. Na manewrach parkingowych ćwiczy się to do upadłego: Patrz, gdzie chcesz pojechać. Bo tam pojedzie motocykl. Tak działa mózg. Patrzysz na dziurę na drodze – na bank ją najedziesz, wie o tym każdy Jeździec i Rowerzysta. Ja popatrzyłam tam, gdzie bałam się że wylecę z trasy (bo Głos Jędzy czy też Kostuchy nawijał mi w tle, patrz wyżej). Patrzyłam na miejsce, gdzie zakręt najmocniej zakręca, i że tam właśnie jest rów, piasek na poboczu wysypujący się na drogę.

I nagle myśl ostra jak szpada przerywa biadolenie Kostuchy, obracając wniwecz jej wysiłki rozproszenia mnie- to Anioł gadał: PATRZ ZA ZAKRĘT, PATRZ ZA ZAKRĘT!. Ale było już za późno. Ręce, ramiona, barki nagle sparaliżowane strachem,  nie wykonam nimi pochylenia nad kierownicą, a tylko w ten sposób wymuszę na reszcie ciał ruch, który z kolei wymusi mocniejszy skręt Szarloty, bo oto przez ten krótki moment posłuchania Głosu chwilę wcześniej, Szarlota zamiast iść w zakręcie – jechała prosto. Prosto – tam, gdzie patrzyłam. Prosto w rów, piasek, itd.

Pierwsza myśl: Czy to boli jak się tak upada? Chyba nie jadę za szybko? Czy tam jest rów? To chyba bardzo groźne…  tak, cztery myśli naraz, prawdziwy harmider. Druga myśl: Szkoda Szarloty!!! IDIOTKO OBRÓĆ GŁOWĘ W STRONĘ ZA ZAKRĘTEM! W LEWO, KRETYNKO, W LEWO!TERAZ!!!

Ruch głową w lewo nie ja wykonałam, słowo Wam daję – Anioł mi przekręcił, ani chybi. Ten ruch wszystko zmienił. Ręce, ramiona, barki posłuchały się głowy. Szarlota zaczęła się kłaść na lewy bok  – ale to nie był jeszcze koniec zakrętu.  Zakręt zacieśniał się – nie miałam szans ominąć pobocza. Na wyjściu z krzywej zakrętu wjechałam w piach z prędkością kruzerową czyli ok 60 km/h. Prędkość ta wystarczyłaby już Kostusze aż nadto. Szarlota zaczęła tańczyć na piasku, nie wiem co się potem działo poza kolejnym Głosem w głowie UWOLNIJ KIEROWNICĘ! PATRZ GDZIE MASZ POJECHAĆ! i oto nagle jechałam już z powrotem po asfalcie, za panem Kikimem który łypał w lusterko czy nie chcę stanąć.

Otóż nie chciałam stanąć. Jechałam z tyłu i powoli schodziła mi Euforia po potężnym strzale adrenaliny. Dziwne uczucie – euforia po PrawieWypadku, który mógł się skończyć bardzo źle, ale ta myśl przyszła dopiero po fakcie.

Jedna fajna rzecz – auto z tyłu odczepiło się ode mnie i jechało za mną już w baaaaardzo przyzwoitej odległości. Przestraszył się?

reakcja pana Kikima na fragment na piasku oglądany w tylnym lusterku  „ja jeszcze nie umiem tak jeździć, że koło tylne driftuje a motocykl cały czas stabilnie się prowadzi.”

Q.E.D. – to nie ja wtedy prowadziłam, to jasne. Anioł jechał ze mną. I niech tak zostanie przy każdym wyjeździe, nie tylko Szarlotą.

 

 

 

Tagi: ,

Odpowiedzi: 5 do wpisu “Impresje z Kostuchą w Tle”

  1. nutria pisze:

    no to mnie w połowie jednak zmroziło. … Mimo iż wiedziałam, że nic strasznego się nie stało (przecież to napisałaś na wstępie). Ale… brrr..

    Myślę, że Twój Anioł zawsze z Tobą jeździ. Niech tak zostanie. I słuchaj go! :)

    • Sharlota pisze:

      Tak, mnie też zrmoziło, jak już po pzejechaniu paru kilometrów i opadnięciu adrenaliny zdałam sobie sprawę co potencjalnie mogło się stać ;-)
      Anioł Stróż rulez! a swoją drogą – technikę muszę poćwiczyć. ot co!

  2. [...] Impresja ze spotkania z Kostuchą (i Aniołem Stróżem) [...]

  3. [...] jazdy. W Czechach uczyłam się składać w zakręty, o czym pisałam w notce z Kostuchą – tutaj. Ale nie, nie idę na całość, nie jestem tak totalnie nieprzygotowana, dogaduję się z [...]

  4. [...] Prawda: miałam duuuużo czasu na wyprowadzenie moto z zakrętu, bo błąd był identyczny jak w notce z Kostuchą, tylko że tym razem nie dałam Aniołowi prowadzić. Nawet zakręt w tę samą stronę. Tylko nie [...]

Zostaw odpowiedź

Możesz używać następujące tagi: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>