I po co się tak męczyć? Po co?

I po co się tak męczyć? Po co?

W zeszłą sobotę, jak wiecie, odbył się kurs Pierwszej Pomocy, specjalnie zrobiony pod motocyklistów, organizowany przeze mnie i Pana Kikima, by tak rzec, specjalnie pod nas ustawiony. Miało być „ostro” i „do zmęczenia”.

A teraz na poważnie. Skąd pomysł na taki kurs?

A ile razy, pracując w korporacjach, mieliście szkolenia z pierwszej pomocy? Założę się że co najmniej raz.  Ile razy korzystaliście z akurat nadarzającej się okazji że ktoś coś robi jakieś szkolenie PP? Kilka razy? W ogóle? Macie prawo jazdy, więc na pewno mieliście COŚ o ratowaniu. Napiszcie, bo ciekawa jestem? A przede wszystkim – ile trwał taki pokaz i co z niego pamiętacie?

Tematyką pomocy interesuję się i ja i Pan Kikim od ładnych paru lat. Kto miewa niebezpieczne hobby ten siłą rzeczy musi trochę tego liznąć, i nie mówię tu o najbardziej urazowym sporcie jakim są narty ;-) tylko najsamwprzód o nurkowaniu. Nurkowanie dorobiło się własnej medycyny, i chcąc nie chcąc, awansując na nurka P3 musieliśmy oboje przejść 3 dniowy crash-course z tejże medycyny, z jednym dniem szkolenia PP również. Dla mnie, osóbki delikatnej i w świecie nieobytej, to był przełom i szok. Dotykać nawet fantoma, nawet lali, ze świadomością ćwiczeń ratowania życia – to wymaga przełamania Się. A co dopiero mówić o rzeczywistej sytuacji zagrożenia. Pan Kikim odwrotnie – tak jakoś się składa że w ciągu swojego krótkiego życia wielokrotnie zawyżył średnią obywatelską jeśli chodzi o pomaganie w wypadkach. Jakoś zawsze jest świadkiem a to zapalonego auta, a to ręki odciętej przez tramwaj, a to zderzenia malucha z samochodem…. Więc razem do kupy wyrabiamy średnią krajową. Która mówi: mało kto ma kontakt z wypadkami drogowymi.

Wypadków drogowych tyczył się właśnie ten kurs. Był dedykowany motocyklistom z prostego powodu – to my mamy szansę dotrzeć pierwsi do wypadku który się dzieje w zakorkowanym mieście. Jeszcze raz odsyłam do notki o ratownikach na motocyklach – fundacji Rkwadrat i Motopozytywnych.

Dla mnie sam pomysł włączania się w pomoc jest tak oczywisty jak wschód słońca. A wiem nie tylko od Andrzeja i Kasi, naszych instruktorów, że tak zazwyczaj nie jest.

Zazwyczaj nad człowiekiem zbierają się gapie. I komentują, na przykład „eee, na pewno żyje bo mu buty nie spadły [pieszy potrącony na pasach]” albo „co Pani robi, Pani go nie rusza, zabije go Pani! czekać na pogotowie!”.

Fakty są nieubłagane. W około 80 % przypadkach osób (dane londyńskie), które umarły w wyniku zdarzenia drogowego, bezpośrednią, stwierdzoną przyczyną śmierci było – uwaga – uwaga -uwaga:

UDUSZENIE.

Uduszenie z powodu niedrożności dróg oddechowych. Tak, poszkodowani mieli obrażenia, może i by umarli od krwotoku, może nie, na pewno jednak nie mieli szansy doczekać karetki. Za wyjątkiem silnego krwotoku tętniczego czy nawet żylnego, poszkodowany ma duże szanse na przeżycie czy przynajmniej doczekanie karetki, jeśli ma udrożnione drogi oddechowe.

Słuchajcie, żarty na bok – około 80% poszkodowanych umiera głupio, bez sensu, nie wiadomo ilu ludzi można by uratować. Ale nasz mózg czeka 4 minuty średnio, a potem – grób. Takie są fakty.

Stąd tak ważne jest, żeby na miejscu wypadku gapie właśnie pomogli. W wielu wypadkach wystarczy udrożnienie, a człowiek dożyje przyjazdu do szpitala. A potem zajmą się nim specjaliści.

Zatem, to pierwsza odpowiedź na pytanie po co taki a nie inny kurs PP.

A druga odpowiedź to:

EMOCJE.

Z czym kojarzy się Wam kurs, szkolenie? Ręka w górę – pierwsze skojarzenie? Sala szkoleniowa, miękkie krzesła lub twarde, ciasteczka, kawa w styropianowym kubeczku? Brawo ta Pani. Właśnie tak kojarzymy szkolenia. Gdzieś z przodu produkuje się trener, na podłodze może i nawet leży fantom, a może nie. Część z Was tak się boi tematu i brzydzi fantoma (nie zarzyganego ani krwią nie zbryzganego) że w czasie szkolenia nawet nie podejdzie dotknąć, nie mówiąc o ucisku.

To są wygodne, miękkie warunki LABORATORYJNE. Tak możesz wyćwiczyć teorię. A praktyka – a? Skoro tak brzydzisz się fantoma, to co powiesz na rzeczywistego człowieka który potrzebuje pomocy? Tu i teraz? Emocje.

Relacja obszerna kursu będzie jutro. Zapraszam już teraz. Jeszcze tylko dodam: teoria bardzo rozmija się z praktyką. W momencie kiedy musisz teraz, natychmiast zadziałać, dopiero widzisz ile zapamiętałaś z tej ciepłej sali szkoleniowej… a wypadek miał miejsce po ciemku, gapie nie pomagają, krew się leje, poszkodowany traci przytomność… emocje.

Dlatego na tym kursie PP Andrzej i Kasia zrobili nam scenariusze wypadków. W plenerze. O tym napiszę jutro. Powiem Wam, że działo się…  I dopiero teraz widzę, jak bardzo taki a nie inny przebieg szkolenia – ze scenariuszami wypadków właśnie – powinien być powszechny.

Dziękuję Andrzejowi i Kasi – z Ośrodka Szkoleń Ratowniczych EMS, którzy przeprowadzili szkolenie.  Profesjonalnie, bez rozczulania, w warunkach wpierw laboratoryjnych, a potem plenerowych. Kasi zwłaszcza za rolę, jaką odegrała w scenariuszach – o matko…. dziękuję. Z życia wzięte. Andrzejowi Bocheńskiemu – za całokształt: od wykładu po scenariusze. Profesjonalizm na sali i w plenerze. Widać ratownika z dużym doświadczeniem…. Dziękuję!

Zapraszam jutro na relację!

 

Tagi: , , ,

Zostaw odpowiedź

Możesz używać następujące tagi: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>