Gdzie wiedzie droga.... (na Stelvio :-)

Gdzie wiedzie droga…. (samotna wycieczka na Stelvio :-))

Czas leci, leci czas, noga się powoli zrasta. A sezon moto skończył się dla mnie już.

Nadchodzi jesień, pora na imprezy motocyklowe pod hasłem Zamknięcie Sezonu. Dla niektórych to zamknięcie, dla niektórych Przymknięcie – to Ci, którzy  jeżdżenie moto/walkę z korkami miastowymi uczynili swoją dewizą życiową, i tylko lód i śnieg jest w stanie powstrzymać ich przed wytoczeniem się na drogę.

Jedno Przymknięcie opisywałam tu – i zapraszam nieustająco! Będziecie?

Drugie Zamknięcie mnie jeszcze czeka – Klubowe. Ten rok był pasmem ciekawych zdarzeń moto, poczynając od gradobicia w rozpoczęcie w Starej Iwicznej,  potem rozpoczęcie sezonu Klubu SCC, wyjazdy klubowe, no i huczne zakończenie w Alpach :-). Wiele się nauczyłam o jeździe, technice jazdy, jeździe w grupie. No właśnie… nazbierało się mi parę przemyśleń.

Pamiętacie lub nie, ale jakiś czas temu był tu wpis komentatora o jeździe solo.

Ciężko się było mi wypowiadać, dopóki nie spróbowałam jednego i drugiego.

I oczywiście jest tak, że wszystko zależy. Swego czasu Weronika pisała tutaj o zaletach jednej i drugiej opcji – samotnej i grupowej. Na jej relacji też się opieram, bo miałam przyjemność jechać co najmniej dwa razy z tym samym klubem.

Jazda w grupie to wydarzenie nie dla każdego jeźdźca. Jeżeli masz chęć poprzeżywać sam/a wrażenia z jazdy, jeśli nie chcesz dostosowywać tempa do nikogo prócz siebie i warunków na drodze, jeśli nie chcesz na nikogo czekać poza sobą, jeśli po prostu masz chęć być w danym momencie sam/a z motocyklem, to jazda w grupie będzie Cię po prostu drażnić. Możliwe też, że coś, co jednego dnia Ci sprawia frajdę, następnego Ci nie leży i wolisz sam/a. A potem znowu wolisz w grupie. Taki lajf.

Jakoś tak podsumował to poznany w hotelu w Pfunds motocyklista na Goldwing’u: kiedy byłem młodszy to sprawiało mi frajdę w kupie jeździć. Ale teraz nie chce mi się już na nich czekać, uzgadniać wszystkiego, a każdy ma inne zdanie, jeden chce stanąć tu siku, drugi po tankowaniu wtranżala kanapkę mimo że umawialiśmy się na krótki postój, trzeci naprawia uchwyt bo coś mu się zluzowało, a każdy ma pretensje , wyruszamy punkt 10:00 i już 10:05 są wszyscy na miejscu spotkania ale jeszcze to, śmo, owo… zero puntkualności i fantazji, zero spontaniczności, a to za szybko jedziemy, a to za wolno, a to motocykl komuś gaśnie, a to ktoś nie uważa i gubi kolesia w lusterku i grupa się rozłazi….   za stary na to jestem. Ubawiło mnie z tą punktualnością to, że to Niemiec mówił. Ave, stereotypy narodowe.

Jeżeli jedziesz grupą większą niż 3-4 osoby, to tak właśnie ma szansę być o ile nie ma w grupie sierżanta – a w przypadku Klubu Prezesa lub Osoby Namaszczonej – który Towarzystwo trzyma za przysłowiową mordę i egzekwuje styl jazdy w grupie. Jest to jazda specyficzna, przy braku ostrożności niebezpieczna. Wymaga koncentracji na członkach grupy, sporej empatii, i doskonale rozumiem że można mieć tego czasami dość. Bo fakt, że nie jedziesz sama, wymusza na Tobie – po prostu – obowiązki.

Przede wszystkim tego, że pilnujesz się osoby przed Tobą, i pilnujesz osoby za Tobą. Najbardziej podstawowa zasada jest taka, że jeżeli osoba w lusterku – za Tobą, równolegle do Twojego toru jazdy – znika Ci w lusterku, masz zwolnić aż ją znowu zobaczysz.  Jasne? Wymaga to wojskowej dyscypliny, która przy pacyfistycznie nastawionych członkach grupy może razić i przeszkadzać – i lepiej wtedy nie jechać razem. Nic na siłę. Albo się grupa dogaduje, albo jedziemy osobno, no offence intended.

Generalnie jadąc w grupie dużą część czasu spędzasz na patrzenie w lusterka. Oglądanie kruzerowej trasy wymaga już przy tym sporej koncentracji: Zerk w przód na drogę – zerk w bok na widok, prawo-lewo, zerk w lusterko, przód na drogę…

Tak, to może być męczące. Ale jeśli jedziesz z Klubem, to też i nie tylko po to żeby ostro odkręcać, ino po to, żeby pojeździć z Klubem. No jak ja mam to wytłumaczyć…. to zupełnie inne jeżdżenie. Mniej w nim samej jazdy co bycia razem na kupie. Dlatego to jest fajne, tak jak pisała Weronika – różni ludzie, jedna pasja, i to nie tylko motto jednego Klubu. Nie będzie Ci się dobrze jeździło z ludźmi, których nie lubisz, nie szanujesz, którzy w grupie jeździć nie umieją i nie chcą się naumieć.  Osobna jest też kwestia parady grupowej z Klubem, a jazda w grupie z grupką znajomych. Na ogół Klub właśnie wymusza większą karność w szyku. Ale potrzeba jest ta sama. Jak jedziemy razem, to najważniejsze w to poczucie Bycia Razem w Grupie. Poczucie wspólnego zainteresowania, wspólnego doświadczenia. Jak się dobrze dogadujemy, to jest to bardzo miłe, fajne, ciepłe przeżycie z jazdy. A dogadać trzeba sporo:

  • tempo maksymalne
  • tempo wyprzedzania
  • co ile km postój
  • znaki – pokazywane przez Kapitana grupy czyli prowadzącego, co oznaczają, czy wszyscy rozumieją.
  • kto jedzie za kim.
  • i takie tam rzeczy, jakie tylko przyjdą do głowy (np koniecznie zatrzymujemy się na starówce Sandomierskiej, pliz!)
W grupie raźniej, w grupie siła :-)

W grupie raźniej, w grupie siła :-)

A z drugiej strony….

Jazda solo to przeżycie nie mniej intensywne i zupełnie inne od jazdy w grupie.  Ja bardzo to przeżycie lubię.  W czasie samotnej wycieczki mam czas przemyśleć i poukładać wszystkie rzeczy, jakie tylko mi chodzą po głowie. Rozwiązać parę układanek. Pomodlić się. A to ostatnie zwłaszcza w Alpach się cisnęło – wokół takie widoki! – że modlitwa przychodziła spontanicznie. Uważam na to co przede mną, uważam na to jak jadę – rzecz oczywista. Nie chroni mnie grupa, ale za to mam spontan – ja decyduję o przerwach, ja decyduję czy pojechać tą czy inną drogą. Zostaję w danym miejscu tak długo, jak mi się podoba, oglądam to, co mi się podoba. Nikt nie ma pretensji że staję co chwila robić zdjęcia, nikt się nie spóźnia poza mną. Za to jak mam ochotę z kimś pogadać – jestem sama, a jak mi się coś stanie – jestem zdana na siebie. W Alpach to oznacza zdanie się na pomoc innych motocyklistów – bo choć nie jedziesz w grupie, często mimowolnie jedziesz, bo drogą nic oprócz Ciebie i innych motocykli nie jedzie :-). Ale to bonus, którego zazwyczaj w czasie wycieczki nie masz. I Twój wybór, który chętnie podejmuję jak mam ochotę być sama ze sobą i myślami.

Najlepsze pomysły przychodzą mi do głowy w czasie samotnej wycieczki.

I najlepiej mi się jeździ w grupie.

Ale to zależy od pory dnia, miesiąca, roku, humoru, nastawienia … krótko mówiąc, nie ma uniwersalnej zasady co lepsze, tylko  KIEDY lepsze.

To napisawszy, zapraszam Was ponownie na Przymknięcie Sezonu w Starej Iwicznej! Możecie przyjechać solo, możecie grupą, jak Wam milej.

Szerokości!

 

 

Tagi: , , ,

Jedna odpowiedź do wpisu “Jazda ….. jaka?”

  1. [...] jeździe w grupie pisała już i Weronika tu, ja również – tu. To trzeba lubić, to trzeba też poczuć. O tym też i rozpisywać się nie [...]

Zostaw odpowiedź

Możesz używać następujące tagi: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>