Nie podzieliłam się dotąd z Wami, co na ostatniej wystawie motocykli było dla mnie najciekawsze. Nie te hostessy, o których pisałam, ani enduraczki dla dzieci.

Było to jedno krótkie, ale dla mnie bardzo ważne spotkanie.

Swojego czasu w Świecie Motocykli opisana została wyprawa, pod której wrażeniem jestem do dzisiaj. Samotna (pierwotnie dwuosobowa) podróż młodej dziewczyny, trwająca półtora miesiąca, na sprzęcie stanowiącym zaprzeczenie wysokobudżetowych, wypasionych maszyn turystycznych zdobionych niebiesko białą szachownicą. Ciekawi szczegółów (polecam!) znajdą je tu: www.ridingacross.com. Daleka podróż w nieznane (ogromna połać Europy), problemy na drodze, ludzie spotykani, powolna jazda dająca szansę zobaczyć i poczuć świat inny dookoła.  Taka była podróż zaplanowana i zrealizowana przez Weronikę Kwapisz.

I to właśnie spotkanie z nią było tym najciekawszym dla mnie zdarzeniem na wystawie motocykli.

Przyznam że spotkanie zupełnie niespodziewane, bo nie planowałam zaglądać na stanowisko Świata Motocykli – patrona medialnego wyprawy Weroniki. I jak to bywa na wystawie, uwagę moją przyciągnęło nie samo stoisko, co objuczony jak do wyprawy malutki, fajny  motocykl.  Jakoś mało oblegany w porównaniu z nówkami nieśmiganymi na stoiskach Suzuki czy Yamahy,  najwyraźniej używany, przykuł mój wzrok. Gdzieś go widziałam… interesowałam się nim, bo taki niecodzienny, w Polsce wogóle niepopularny a niesłusznie…. no właśnie, Suzuki VanVan! A to Ci heca,  ciekawa go byłam bo takim samym pojechała na swoją wyprawę ….. tu wzrok z motocykla ogniskuje się na osobie stojącej za motocyklem i rozpoznaję Weronikę :-).  Bo to nie tylko taki sam VanVan, ale i ten sam  – wraz z Weroniką na wystawie (nota bene Shogun się nazywa).

Razem z Weroniką Kwapisz i Shogunem na wystawie motocykliNo tak, a miało być o jędzy, nie? Wracając do tej mojej prywatnej jędzy, to jej ta wyprawa mocno nie w smak. Najchętniej by ją pominęła, przeszła ot hop! nad tematem, prześliznęła się i zaraz skierowała myśli na inne tory, przyziemne do bólu dziąseł. Mocno ją łupnęła rozmowa z Weroniką, aż schowała się całkiem na czas jakiś, taka była zaskoczona.  Na ogół  to już wcześniej, przed wystawą, słyszałabym głosy w tyle głowy, sprowadzające się w skrócie do: nie dla Ciebie, po co tam idziesz?  Odpocznij…. Myślę teraz, że to dzięki temu spotkaniu jędza nie pokazała się, kiedy z zaskoczenia okazało się że idę na szkolenie z doskonalenia jazdy motocyklowej, nie przedstawiła pseudoracjonalnych argumentów (bo były takie, od kosztów począwszy), ba! nie dręczyła dla zasady!

Dlatego że przykład Weroniki jest zaraźliwy. O to zresztą chodziło – pokazać że można i trzeba spełniać marzenia. Nie trzeba może jechać od razu na drugi koniec Europy – wszystko w swoim czasie i planie, a każdy ma własny – ale o to że można i wara jędzy od tego.

 

 

Tagi: , , , ,

Zostaw odpowiedź

Możesz używać następujące tagi: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>