Podróże kształcą!

Podróże kształcą! Czyli narzędzie tortur w Ogrodzieńcu. Lekcja historii, fizjologii, geografii, architektury….

Czyli zostawmy na moment motocykl i akcesoria a zajmijmy się – jak to teraz modnie się nazywa – parentingiem. brrr. Rodzicielstwem.

 

Odkąd jest z nami Mała, przeszliśmy z Ojcem Dzieciom cały cykl Histerii Pierwszego Dziecka, objawiający się przechuchaniem, przestymulowaniem, stresem po prostu, bo wszystko było nowe. Zaprawdę, wiedzą to Rodzice Wielodzietni: Pierwszaki mają Przechlapane. To my pierwsi w Polsce chodziliśmy do Klubu Koko na zajęcia z migania jako króliki doświadczalne Danki Mikulskiej. I Mała migała, i to jak! To taki przykład tego, w którym kierunku się rozwijaliśmy. Choć nadal jestem gorącą entuzjastką migania do dzieci, chodzi mi o pokazanie zasady jaką chcieliśmy przyjąć w pokazywaniu świata temu Okruszku, który się między nami pojawił.

Świat widziany z perspektywy dziecka jest cudownie inny. Nie ma potrzeby zamykania się w stereotypach czterech ścian i chuchania że się przewróci i kuku sobie zrobi. Nie, właśnie niech się – kontrolowanie! – sparzy o tę świeczkę, to będziemy mieć z głowy pilnowanie jej przy ogniu bo będzie go unikać jak… ognia.Niech – przy nienachalnym wparciu Taty – wejdzie na drabinki wyższe od tegoż Taty szkrabem dwuletnim będąc, a duma z tego osiągnięcia zdopinguje ją do dalszego zdobywania świata. Niech usiądzie na kanapie ówczesnej pięćdziesiątki i odkręci gaz na maksa – niech spróbuje świata, dopóki my możemy go jakoś jej w kontrolowany sposób pokazać. I tak będzie próbować, ale gorzej jeśli zrobi to na złość rodzicom co się boją, nieumiejętnie i bez wsparcia.

Pojawienie się Młodszego Robactwa, które wstrząsnęło jej życiem na rok cały zanim stało się Ukochanym Bratem, było najlepszym co jej się mogło zdarzyć.

A zmierzam do tego, że ja i Pan Kikim zawsze patrzyliśmy na zdarzenia, które się nam oraz dziecku  przytrafiają, jako coś, z czego można czerpać, co samo w sobie jest nauką. Oraz, że aby wychować szczęśliwe dzieci – a jest to najbardziej fascynujący i najtrudniejszy projekt, pardon, dwa projekty, jakie mi się trafiły w życiu – sami rodzice muszą być szczęśliwi.

Taka filozofia przyświecała tym wszystkim rodzinom podróżników, które w ostatnich kilku latach zabrały się i całą rodziną pojechały w świat. Mówię tu o rodzinie z www.hoparoundtheglobe.com, malypodroznik.pl, i innych. Przy nich projekt  mój i Pana Kikima to naprawdę Pikuś i Małe Miki, ale cel jest ten sam.

Pobyć sam na sam z dzieckiem – bez obowiązków, lekcji, zmęczenia i trudów dnia codziennego.

Pokazać i nauczyć. Samego/samą siebie – i dziecko nauczyć świata.

Realizować pasje ORAZ wychowywać dzieci. Nie osobno, ale razem.

Co do samej nauki – bliska jest mi idea takiej szkoły domowej, w której mając program możemy na bieżąco dostosować się do tempa przyswajania informacji przez delikwenta domowego, do jej/jego umiejętności i chęci i gotowości w danym momencie nauki. Metoda Montessori jest, niestety, zbyt mało popularna na poziomie szkolnictwa w Polsce i nie możemy z niej skorzystać. Ale w domu, w rodzinie zastosować – jak najbardziej.

I tak – taka wycieczka pod namiot z Tatą ma same plusy poznawcze poza oczywistym plusem jakim jest motocyklowanie:

1. rozbijanie namiotu – samodzielnie po raz pierwszy. a wcześniej samodzielne pakowanie bagażu, z czego byłam ogromnie dumna bo Mała wymagając mojej obecności w zasadzie sama się idealnie przygotowała na te kilka dni. Pierwszą rzeczą którą spakowała był składany nóż. Od Taty.

2. planowanie trasy i atrakcji – myślenie perspektywiczne

3. stąd już blisko do mapy i kartografii – bo trzeba ją się naumieć czytać.

4. potem już, w tym Ogrodzieńcu i Ojcowie, lekcja geografii czyli skąd ta jura, trochę geologii (aż żałuję że mnie tam nie ma, bo to akurat ja „obstawiam” u nas), oczywiście historii z tym Łokietkiem, a jak historii to czemu rozbicie dzielnicowe i jak dawno temu to było, liczymy wieki. Z kolei w Częstochowie – kult Maryjny, skąd jak i dlaczego, historia, potop szwedzki, trochę o wojnie w tamtych czasach, rodzajach broni. Nie mówiąc o aspekcie duchowym rzecz jasna który również był tu bardzo ważny.

5. wiosna – - najlepsza pora do obserwacji ptaków przy tej okazji. I wszystkich geofitów co wyłażą spod ziemi.

6. historia do bólu, bo oto zbliżają się i są już – Pan Kikim i Mała – w Krakowie. Od jutra będzie na maksa historii, z tej ciekawszej strony z punktu widzenia dziecka (jak się ludzie ubierali, jak robili lekarstwa, jakie przedmioty mieli i takie tam oczywistości poza tradycyjnym Smokiem, architekturą Wawelu, Wisłą co inaczej wygląda niż w Warszawie i czemu mianowicie,…. tematów można mnożyć i mnożyć.

7. Last but not least in the least – czas sam na sam z jednym rodzicem. Czas na ważne rozmowy przed ważnym wydarzeniem w życiu duchowym Małej. No comments neccessary.

I to wszystko w kilku dniach.

Kiedyś jednak zaplanuję nam wszystkim dłuższą podróż… nie wytrzymam i przełamię się :-)

Na koniec: lekcja samodzielności:

znalazł się kemping, to będzie i namiot.

znalazł się czynny kemping, to będzie i namiot.

 

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Możesz używać następujące tagi: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>