Na ostatniej wystawie motocykli i skuterów, co w Warszawie była na początku marca, oglądałam sobie na stoisku takie coś:

Kamizelka z poduszką powietrzną

 

Kamizelka motocyklowa z poduszką powietrzną. Reklamuje się jako do wielokrotnego użytku (o ile sama kamizelka nie ulegnie zniszczeniu) – napełniana powietrzem z naboju gazowego. Gwarantowana ochrona karku przy upadku – fajne. Wzrost bezpieczeństwa, w razie wypadku na lince połączonym się jest z nabojem gazowym tak, że oddalając się gwałtownie od motocykla uwalniane jest sprężone powietrze i wiadomo – pompowana kamizelka. Używana również – w ciut innej wersji – do jazdy konnej. Odblaskowa jak choinka na Boże Narodzenie. Chętnym mogę podać linka do firmy która toto sprowadza, kto był/czytał o wystawie to pewnie widział to stoisko – było zaraz obok sceny gdzie była pani akrobatka ;-)

 

 

 

No fajne to, fajne. Bezpieczne, i w ogóle… Ta kamizelka – poduszka powietrzna nasunęła mi taki ciąg myśli:

Jakie mieliście/macie nadal wyobrażenia o jeździe motocyklem? Marzenia? Wyobrażenia?

Ja znam pewnego kolesia, mocno już obytego w świecie,  kutego na cztery łapy kocura po prostu, co kupił sobie Harleya bo? Bo usłyszał o marzeniu.

Sprzedawca wcisnął mu historyjkę o „wietrze we włosach, bezkresnych przestrzeniach, wolności….”. Kolega kupił, bo mógł to zrobić. Wrażenia jego: „rany, jaki wiatr we włosach? Jestem łysy, to raz; a poza tym i tak chociaż ten orzeszek muszę mieć na łbie, nie? Jakie bezkresne przestrzenie??? [rzecz się działa w USA] Są, ok., ale  wszędzie ograniczenia prędkości, restrykcyjnie przestrzegane, szybciej nie pojedziesz niż te 40 mil na godzinę. Wolność? Jaka wolność? Ubrać się trzeba, wieje, wiatr nie we włosach a w oczach, pył, wolna jazda….  Lipa krótko mówiąc.”

To był rzecz jasna żart, bo i tak jeździł. Śmiał się tylko że dał się nabrać na marzenie. Niemniej coś w tym jest, bo:

Najpierw zachłyst nad odkręceniem manetki. Byle co na sobie, aby jeździć! (no, na to mi moja jędza nie pozwoliła, ale widać przecież na ulicy brać nieubraną lub wręcz rozebraną). Potem zgłębianie tematu. No tak, porządny kask. Ciuchy – wg różnych szkół skóra obcisła vs mniej obcisłe tekstylia. Ubrać się w toto trzeba. Napocić. Żółwie i inne zwierzaki ponakładać na zawiasy i plecy. Podopinać. A, jeszcze coś pod szyję, rozpiąć kurtkę, wcisnąć, zapiąć. Ufff. Buty – wcisnąć, schylić się w opiętych portach, zapiąć, wyprost. Jak się ma kombi integralne to może ciut łatwiej. Podopinać kurtkę ze spodniami jeśli kto ma takie rozwiązanie. Napocić. Grzane rękawiczki podpiąć. I/Lub w ogóle rękawiczki wcisnąć.

Wcisnąć gdzieś prawko, chusteczki …. Klucze do mieszkania i inne takie. Pomadkę do kieszonki.

Zejście do garażu/pod dom/blok/inne. Przegląd moto przed wyjazdem. Czas, czas! Wokół śmigają już, a my wciąż nie w trasie. Ciśnienie, hamulce, wszystko ok. Uffff. Kask na łepek – wciśnięty!. Nareszcie przetoczyć swoje ćwierćtonowe (lub więcej) moto do wyjazdu, odpalić, i….

I w tym samym czasie kolo co startuje razem z nami na 50cc jest już 5 -10 km od nas, w zależności od warunków miejsko-wiejskich, albo i dalej jeśli się grubo ubieramy. Bo on kurteczka pach! na plecy, i już, bzzzzzzzzz jedzie sobie, wiatr we włosach,wolność, te sprawy….. Fakt, że wg standardów bezpieczeństwa nie ma szans nieurazowo przeżyć głupiego położenia moto/skuta. No?

To kto tu jest wolny? :-)

A teraz dodajmy do tego jeszcze kamizelkę.  Obładowani gadżetami, opięci kurtkami, ruszamy w drogę. Bezpieczeństwo ważne, wiadomo, jasnejasne, ale gdzie jest ta granica poza którą to już przestaje sprawiać frajdę? Ja nie wiem.

 

Tagi: , ,

Odpowiedzi: 3 do wpisu “Marzenia o jeździe…o szpeju na motocyklu”

  1. kusz pisze:

    Hejka.
    Też się nad tym ostatnio zastanowiłem, jak wsiadłem na moto, żeby kumpla podrzucić po porzucony rok temu moto w jakimś Grójcu.
    Moto stał rok, może dwa. Gość od lat jeździ w starych ciuchach, porwanych rękawicach. Zapomniał kasku, to założył byle jaki znalazł u znajomych. Odpaliliśmy moto z kabli i ogień. Faktycznie przydałoby się chociaż go umyć ale na myjni kolejka…
    Tak sobie zrobiliśmy ze 100kilo. Siadamy na objadku i kolega do mnie: (o sprzęcie)

    - Dla mnie to wszystko jedno w jakim kasku jeżdzę, czy to Schuberth czy Nolan czy (akurat pożyczony) Caberg. Tak samo głośno, tak samo fajnie. Tak samo z ciuchami. Jak się jarałem jazdą kiedyś bardziej – na topie była firma Vanucci. Najlepsze najdroższe ciuchy. Teraz podobno można kupić ciuchów za 10 i więcej tysi. Masakra.

    Nie mogłem się nie zgodzić. W sumie chodzi o samą jazdę. Ale my po prostu mamy za mało na nią czasu, a za dużo na czytanie o nowinkach ciuchowo-technicznych. Człowiek potrafi się po prostu zapędzić – patrząc na kolegę, który kupił nowy kask i jeszcze do niego ma jakiś wypasiony zestaw BT, który tylko za niego nie prowadzi ;)))

    Podsumowując: Moto mimo postoju ruszyło po 2 latach i nawet dało rade bez zająknięcia polecieć 240k na ulicy obok. Ciuchy mimo braku membran, ociepleń, wypasionych wzorów, też dają radę.
    Po prostu trzeba znaleźć ten złoty środek.
    Jak chcemy być bezpieczni, to na katamaran!

  2. Matt pisze:

    Też się nad tym zastanawiam jak codziennie rano kompletuję zestaw „motocyklowy”, żeby ruszyć do pracy.Rok temu ubierałem się w normalne ciuchy + ochraniacze na kolana i na parking. kask na głowę,rękawiczki na ręce(nie chodziło oczywiście o bezpieczeństwo, tylko zimno jakoś tak bez nich było w marcu) 15 sekund,żeby silnik mojego piżmaka 50cc się rozgrzał i jazda. A teraz? szkoda gadać – wyprawa na księżyc ma podobne przygotowania. Ale cóż – „Wolność to stan umysłu” jak mawiał pewien aksamitny mędrzec.

  3. [...] prędkość – bagatela! o 8 km/h. Swoją drogą ciekawe czy by z tego wyszedł gdyby miał tę kamizelkę, którą ostatnio widziałam na targach [...]

Zostaw odpowiedź

Możesz używać następujące tagi: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>