czyli skąd się wzięła Szarlota. Górnolotnie, bo i rzecz poważna: moja maszyna!

Różne są podejścia do kupna pierwszego motocykla: kupić beleco używane, kupić nówkę, kupić naked’a, uczyć się na 50cc, itepe, itede. Ale każdy początkujący motocyklista wie: pierwszy motocykl to jak pierwszy rozdział do frajdy, stąd decyzja o pierwszym motocyklu winna być …. no właśnie, jaka?

W moim wypadku to była decyzja czysto romantyczna.

Po pierwsze: nie robię prawa jazdy na motocykl z potrzeby racjonalnej. Tylko dla przyjemności. Stąd i wybór motocykla nie był podyktowany czysto użytkowymi walorami, bo tak to zaczęłabym ćwiczyć na małym skuterku właśnie. Tak, wiem, są tacy którzy mocno krytykują kupno nowej maszyny na pierwszy motocykl, ale to ja w końcu mam mieć frajdę z jazdy; I to ja mam mieć problemy jak coś się w nim zepsuje.  No i to ja na nim się przewróciłam (jako się rzekło – [Pierwsze błędy na motocyklu])Nie, będzie nowy. Nie stracę głowy, nie odwinę manetki, chcę spokojnie pojeździć, pouczyć się, ale z drugiej strony nie kupować zaraz za rok, dwa kolejnego moto, bo przywiązuję się do sprzętów po prostu. Ale to moje zdanie i mój motocykl. Ryzykuję że za dwa lata zupełnie co innego będzie mnie interesowało i umoczę kasę w nowej Hondzie Shadow a będę chciała zmienić na Fazera na przykład. Cóż.

Po drugie: nie kupuję motocykla tylko dla wartości użytkowej…. bo ma on mieć duszę. Inaczej po co jeździć? Tak przynajmniej to widzę ja.

I powiem Wam,  że miałam poważny dylemat racjonalno-romantyczny. Bo tak: jak już sobie pozwoliłam na zrobienie prawka (tak, muszę sobie pozwalać na wiele rzeczy, bo mam taką prywatną jędzę w głowie która mi wszystkiego zabrania; czasami osoby postronne muszą się nieźle namęczyć żeby ją przewalczyć), więc jak już zrobiłam to prawko to ta jędza przyszła i zaczęła truć o tym że musi być tani, łatwy w eksploatacji,  wystarczająco dobry, i wogóle.  Miałam jej dość, stąd zaczęłam dla odwijki próbować dosiadać ciężkie maszyny – vide [Jak świeżak shadowgirl... ]  żeby się odczepiła. Niemniej udało jej się zasiać ziarno wątpliwości we mnie, czego ja właściwie od pierwszego motocykla oczekuję.

Najlepiej podsumowała to niedługo później D.: „słuchaj, no kup sobie tego kruzera, bo inaczej kupisz coś do bólu racjonalnego a potem nie będziesz jeździć bo nie będziesz czuła chemii. Po co masz kupować coś, na czym będziesz jeździła i myślała jaki to on jest użyteczny, zamiast kupić Szarlotę i myśleć jak fajnie jej mruczy silnik, jak fajnie się Wam jeździ.”  Utrafiła w sedno bo właśnie wahałam się między Yamahą Virago (kruzer w wydaniu damskim) a Kymco Downtown. Ten ostatni, bardzo udany zresztą, był jednakże dla mnie właśnie tym racjonalnym wyborem na pierwszy motocykl (maxiskuter, lekki, pojemny schowek, ładny design, niezłe osiągi, i wogóle…..). Udany czy nie, był po prostu wyborem racjonalnym. Chemii nie było, o czym zaświadczą ci, którzy widzieli mnie jak się do niego przymierzam, a potem jak się przymierzam do Szarloty.

A czemu w końcu nie Virago? Bo weszłam do salonu Hondy, zobaczyłam Szarlotę i… kupiłam.  Bo była „chemia”.

I jeździmy sobie…. :-)

Czy ktoś też tak nieracjonalnie podszedł do kupna pierwszego motocykla? (to był przypis jędzy, dla mnie wybór jest racjonalny, no, może racjonalny ciut inaczej).

 

 

 

Tagi: ,

Odpowiedzi: 5 do wpisu “Mój pierwszy motocykl”

  1. Ransom pisze:

    IMHO nie jest ważne czy to 1 czy 10 motocykl. Każdy (zwłaszcza pierwszy!) musi powodować drżenie serca jak się na niego patrzy. A do użyteczności to jest samochód…

  2. kolarka pisze:

    Równiw emocjonalnie kupiłam Damę…też dwa koła ale z innym napędem…wchpdzę i patrzę: stoi, dumnie, ale jest skromna, wyzywa, ale nieco w cieniu…woła, ale nie nachalnie…i myślisz sobie: Matko, to ONA, tylko ta…i nawet malowanie różowe Ci nie przeszkadza. Wsłuchujesz się w szum opon i stuk zatrzaskiwanych spd…i myślisz sobie, że wielw gróg przed wami…
    I nie masz sumienia nawet jej do rowerowni na zimę…Moja Dama. Aqua.
    Pozdrawiam wszystkich miłośników dwóch kół nie tylko z napędem mechanicznym :)

    • Sharlota pisze:

      :-)
      tak poczułam że za mało napisałam o tej stronie wyboru Szarloty, trafiłaś w sedno. Wchodze, patrzę, siadam na, i …. już wszystko będzie dobrze. W przypadku 220 kg maszyny to może za wcześnie było powiedziane, ale była to miłość od pierwszego wejrzenia. I wiedząc jakie ma wady, nadal jest dla mnie Moja.
      pozdrawiam wszystkich 2oo niniejszym :-)

  3. ewa pisze:

    Witam Szarlota! ja swoja S ke kupilam w taki sam sposob jak ty.
    Po prostu to byla milosc od pierwszego wejrzenia..i tez wiem o jej wadach,nie ma ABS,nie ma kardana etc…ale jednak ja wybralam.Jest to tez moj piewszy motocykl i wierze ze ja ogarne .
    Po prostu rozwaga ,rozum , szacunek dla maszyny i wszystko bedzie OK. Jutro ja odbieram …Pozdrawiam wszystkich

    • Sharlota pisze:

      Witaj Ewa!
      Gratuluję motocykla! Życzę Ci, żebyście dobrze się ze sobą zgrały i przeżyły razem wiele wspaniałych kilometrów.
      Daj znać jak ją odbierzesz – sama Nią przyjedziesz czy Twoja S będzie przywieziona?
      Pozdrawiam!
      Shadowgirl

Zostaw odpowiedź

Możesz używać następujące tagi: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>