Znam motocyklistkę, która tak nazywa swój motocykl, tak z miłości.

Moja jędza nie jest, niestety, motocyklem, tylko moim alter ego. Kochajcie bliźniego jak siebie samego, jak powiada Pismo Święte, więc i ją muszę kochać, boć to wszak kawałek mnie. Ale nie lubimy się.

Przychodzi do mnie wtedy, kiedy chcę sobie sprawić przyjemność, i marudzi.  Marudzi że to (tu wstaw cokolwiek związane z frajdą ogólnie) nie dla kobiet. Wyśmiewam ją wtedy, bo na krytykę ogromnie wrażliwa, ucieka zatem, po to, by wrócić z jeszcze bardziej przemyślnymi argumentami:

- nie masz kasy;

- jesteś wyrodna (jak przekaże mi to w bardziej zawoalowany sposób, to zawsze działa, choćby na chwilę);

- rodzinę zostawiasz??? (taaaa, wiem, nie do obronienia, zwłaszcza żem pracująca, zostawiam tak czy siak);

- nie potrafisz! nie dasz rady! nie masz czasu (wbrew oczywistym faktom).

Potem się zaczyna…. : aaa, co masz iść na motocykl, za zimno. Nie, nie pora na bieganie. Coś Ty, książkę chcesz poczytać? obiad ugotuj … nie ugotujesz? wyrodna!!! (i patrz wyżej). Nie, nie pójdziesz na rower, zmęczona jesteś, poleż sobie, odsapnij, nie, nie leż, to lenistwo, wzięłabyś się i posprzątała, ile czasu ta bluza ma tu leżeć? Sprzątasz? Źle sprzątasz! tu jeszcze kurz, i tak nie zdążysz wszystkiego, nikt Ci wszak nie pomoże (wbrew oczywistym faktom). Cały dzień na sprzątanie, a rodzina co? wyrodna!!! (i patrz wyżej). Nic jej nie zadowoli.

Mam ochotę ją zadusić. Nie zawsze działa anty-mobilizacja, kiedy to się zbieram żeby jej pokazać, że się myli. Bo i nie o to chodzi. Ciężko w tym jazgocie rozeznać czy to co robię to robię, bo lubię, czy robię po to żeby jej coś udowodnić. Na jędzę nie ma wpływu otoczenie, w sensie – zdziwienie otoczenia moim hobby bądź otwarta krytyka – to zupełnie oddzielny temat.

A czemu to piszę? Bo w oczywisty sposób ma wpływ lub usiłuje mieć na to, czy jeżdżę i gdzie jeżdżę i z kim jeżdżę na motocyklu. Bo to jedna z pasji, na którą jędza pozwolić sobie (wszak jest mną) nie chce.

To przez nią długo nie mogłam się rozeznać czy lubię jeździć, czy nie.  A jeszcze bardziej wstecz – lata temu – co właściwie lubię robić. To przez nią mam przez pierwszy sezon ledwo 3 tysiące nakręcone. Skubana, wie że Szarlota jest bardzo dla mnie ważna, więc nie atakuje wprost, a przynajmniej rzadko. Już pisałam przy poprzednich wycieczkach – ataki bywają coraz to subtelniejsze. Jak przy wycieczce w rękawiczkach elektrycznych:  „za zimno na przejażdżkę…”;  przy czytaniu „motocyklisty doskonałego”: „eeee jakie kiepskie tłumaczenie” (i nie sięgam, co znamienne, po oryginał, tylko daję się omamić i przerywam czytanie); przy pięknej pogodzie: „nie, po co jechać, może na rower? albo na tarasie z kawą?”;    jest znakomita w podsuwaniu tematów zastępczych, porywa się nawet na marnowanie czasu: „ooo, już nie zdążysz” słyszę potem w tyle głowy; zaś przy kursie doskonalenia jazdy…..

ha! tu nic nie powiedziała, pamiętacie poprzednią notkę? Zatkało ją, i dobrze, bo wiele pseudoargumentów przeciw by znalazła. A mnie ominąłby znakomity kurs teorii techniki jazdy motocyklowej. Za to po powrocie z tegoż wykładu z Pro-motora o drugiej w nocy tak była zmęczona/byłyśmy zmęczone, że też się nie odzywała. Ale jak ją znam, to wróci jak tylko pojawią się na stronie Pro-motora zapisy na indywidualne treningi. Już trzymam kciuki za siebie, a Pan Kikim gotowy w szyku na atak ku pomocy Shadowgirl :-)

Żeby było wszystko jasne: ja wiem, że ona to ja. Nie usprawiedliwiam się, ani nie tłumaczę. Ta notka,  i shadowgirl.pl w ogóle – to  jest mój sposób na to, aby ta jędza siebie polubiła….

Macie takie jędze/chochliki/demony/jakzwał?

 

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Możesz używać następujące tagi: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>