Miałam to szczęście, że mój pierwszy poważniejszy błąd na motocyklu skończył się bardzo dobrze.

Zachorowała tylko ambicja, no i Szarlotkę oddałam do wyglansowania w warsztacie ale tak naprawdę to nic jej nie było. I miesiąc jazdy bez moto czyli do końca sezonu 2011. Fakt, że był wyjątkowo długi, ale dla mnie skończył się w okolicach 10 października. O tym co dalej z Szarlotką może innym razem….

Powód był żenujący że aż strach: pewność siebie po 3 tys. kilometrów (banał!) , pośpiech i deszcz.

Sprawdza się stare jeździeckie przysłowie że jeździć to trzeba z głową i pokorą.

Wszystko tego dnia było nie tak: nie ta pogoda, nie ta pora do pracy, nie to samopoczucie. Droga – 3 pasmówka do pracy, a więc miasto. Doświadczenie nurkini mówi: uważaj, będziesz robić błędy. No to jeszcze dorzućmy pośpiech i fakt, że zaczynam się czuć pewniej na Szarlotce, więc myszkuję między samochodami, sprawnie i ładnie hoho! jaka to ja nie jestem, ale dełuu przede mną ostrzej hamuje niż zakładam, omijam go z prawej ale hamuję, za mocno, jest ślisko jako się rzekło bo deszcz, blokuję przednie koło i zaraz potem słyszę wrrrrrrr! aż serce pęka Szarloty i leżę na sąsiednim pasie na prawym boku. Szczęściem w nieszczęściu, nic tym pasem nie jechało bo stała ciężarówka przyssana do kanalizacji. Tak więc mogłam spokojnie kontemplować zdarzenie.

Leżę sobie i myślę „f***, a gdybym nie miała tych butów to pewnie noga byłaby mocniej zgnieciona”, a potem „k%#A co z Małą???”.  Leżę, nic mi nie jest, ale nogi spod motocykla nie mogę wyszarpnąć, nie zrobiłam tego wcześniej. Dobrze że but obudowany, Szarlota leży na bucie a but chroni moją nogę.

Kolo od ciężarówki kanalizacyjnej (??? czy co) podbiegł i p0mógł podnieść. W przeciwieństwie do opisywanej tu wcześniej Bawarki od Goldwinga (patrz: motocykle oczami turysty – część druga) nie miałam obiekcji, bo też i zależało mi na tym żeby się wynieść z tej szosy.

Efekt końcowy to porysowany wydech, stłuczone prawe lusterko, zniszczony podnóżek kierowcy, szyba przednia i tym podobne, a no i skręcona lekko kierownica ale jak się okazało to był najmniejszy problem. U Shadowgirl natomiast obolały bark, noga, ambicja i żal nad motocyklem. A mogło być znacznie, znacznie gorzej.

Po upadku Szarlotka grzecznie odpaliła i pojechałam dalej do pracy. A potem jednak do warsztatu, bo strasznie się obtłukła Mała…

Nowy sezon zacznę z głową i spokojnie. Dobrze że Szarlota to mini krążownik, nikomu nie muszę nic udowadniać :-).

 

Tagi: ,

Jedna odpowiedź do wpisu “Pierwsze błędy na motocyklu”

  1. [...] jak coś się w nim zepsuje.  No i to ja na nim się przewróciłam (jako się rzekło – [Pierwsze błędy na motocyklu])Nie, będzie nowy. Nie stracę głowy, nie odwinę manetki, chcę spokojnie pojeździć, pouczyć [...]

Zostaw odpowiedź

Możesz używać następujące tagi: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>