Piraci!

Obrazek za lugnuts-cars_blogspot_com

Mała przeżywa ostatnio Piratomanię,choć nie mamy tiwi ani filmu o Piratach z Hawajów oglądać nie pozwoliłam (kompleks starzejącej się matki hehe – jak to było, przypomnijcie? zazdrość o Johnny’ego Deppa? ciekawe…). W każdym razie Matka Małej też ma piratomanię, bo ten post też o piratach będzie, choć tym razem nie tylko motocyklowych.

Ale też i przyznacie że temat aż się prosi, aby go rozwinąć. Tak jakoś ostatnio głośno w mediach o kierowcach – a to nowelizacja dawno oczekiwana prawa jazdy na kategorię A, a to zmiana w egzaminowaniu przyszłych kierowców ogólnie – a ostatnio zupełnie tak zwana burza się przetacza odnośnie konferencji prasowej ministra Cichockiego. Linka macie tutaj.

A mnie najbardziej wśród wszystkich oburzonych komentarzy uderzyła nie wszędobylskość Państwa. Może od razu postawmy sprawę jasno, że chce sobie Rzeczpospolita dorobić, i od razu też dopowiedzmy, że takich polityków żeśmy sobie wybrali, to takich mamy. W takiej Szwajcarii przekroczenie dozwolonej prędkości to od niedawna przestępstwo karane więzieniem. No excuses. Zatem goniąc tzw Zachód trzeba też liczyć się z tym że wymagać się będzie jakiejś kultury na drodze, a do kulturalnego zachowania liczy się też i dostosowanie prędkości. Zresztą, nie o kulturę tu idzie. Zostawmy też na boku zasadność ograniczeń prędkości, która często gęsto kuleje.

Nie, chodzi mi o to dokładnie, czego na konferencji nie było, a co dziś podsumował inspektor Pasieczny: tutaj wywiad.

Kiedyś pisałam o tym – tu. Pamiętacie – list lekarza o mordercach drogowych. Każdy z nas jest potencjalnym zagrożeniem. K-A-Ż-D-Y. Każdy zamknięty w tej swojej puszce uważa że świat jest jego, że problemy innych go nie dotyczą. Nie dotyczą? To powiedz tej matce że jej dziecko nie żyje, bo Ciebie przepisy nie dotyczą.

Uświadomiłam sobie, że to mnie też dotyczy się przepis ograniczenia prędkości. I że pieszy potrącony przez samochód to taka kukiełka z tkanek miękkich, kości i skóry, krucha i delikatna. Apteczka nie pomoże…. a rodzina tej osoby? Ten „Aniołek” z wywiadu…

Nawet jeśli ktoś chce ograniczyć moją wolność, nawet jeśli to jest niewygodne, bez sęsu, bez jaj, to popatrz na to inaczej: To nie o Ciebie tu chodzi, z tą prędkością. Chodzi o Zuzię, Waldka, Krystynę i mnie – żebyś zdążył wyhamować.

Wypadki się zdarzają, ale chodzi o to żeby mniej nas ginęło.

Nie, nie wciskaj kitu, ja też mówię i twierdzę że jestem dobrym kierowcą, że nigdy nie miałeś wypadku – zerknij sobie na ten list lekarza i wywiad inspektora Pasiecznego raz jeszcze i powiedz z ręką na sercu czy potrafisz przeciwdziałać prawom fizyki i zatrzymać samochód w miejscu? A zasada zachowania pędu wywali Ci wtedy wnętrzności na nice. Tak czy siak, przegrywasz. To kit. To nieprawda. To się każdemu może zdarzyć.

I Ty możesz kogoś potrącić na drodze.

I Ty możesz uratować komuś życie :-) jadąc wolniej.

 

I chyba to jest w tym wszystkim najważniejsze, a jak myślicie?

 

 

Tagi: ,

Odpowiedzi: 4 do wpisu “Piraci? To „Oni”, nie „My”.”

  1. kresek Tomek pisze:

    Hmm… Fakt człowiek to dość miękkie stworzenie i dość kruche tego ukryć się nie da, lecz podążając tropem bezpieczeństwa i prędkości to bezpieczna prędkość to fikcja bo jestem w stanie udowodnić że kontakt człowiek ciężarówka przy prędkości 5 km/ h skończy się śmiercią człowieka.
    Jednak moim skromnym zdaniem podążanie powyższym tropem nie zawsze przynosi oczekiwany skutek i warto zastanowić się nad tym dlaczego tak a nie inaczej się zachowujemy na drogach.
    Kiedyś udało mi się przejechać kilka rajdów dla amatorów – ilość adrenaliny wyprodukowanej przez moją cokolwiek głupawą głowę była na tyle duża że później po prostu mi się nie chciało szybko jeździć… Wiem brzmi dziwnie ale wśród moich kolegów było podobnie. No ale co z tego??? A no to że niewyżytkom trzeba umożliwić wyciśnięcie wszystkich 70 KM ze swojego zdezelowanego Lanosa ale w miejscu do tego przeznaczonym za cenę ogólnie uznaną za przystępną (niekoniecznie 30% min wynagrodzenia) No ale kto ma się tym zająć? Hmmm w sumie mamy różne związki od skórokopów którzy koniecznie muszą ganiać przez 1,5h za nadmuchanym balonem ze skóry PZPN, dla delikatesów co to przerzucają wcześniej wspomniany balon przez siatkę PZPŚ itd… A kierowcy czyli znaczna część populacji naszego kraju? Oni mają PZMOT który to ma pomóc tym narwanym upuścić ciśnienia… A co PZMOT z tym robi? Wypłaca co miesiąc pensje swoim działaczom ” leśnym dziadkom”
    Wiem ze przydługi i głupawo ale prędkość nie zawsze zabija…

    • Sharlota pisze:

      Prędkość nie zawsze zabija, zresztą sam widzisz że nie to chcialam udowodnić tym wpisem. Zabija IMO obojętność na drodze i brak myślenia o pozostałych uczestnikach – a prędkość (nadmierna) jest tylko jednym z wyrazów tej obojętności i tumiwisizmu.
      Mnie uderzyło w wywiadzie z inspektorem właśnie ta relacja naocznego świadka wydarzeń. Nic tak nie doprowadza do pionu jak gościu który na szkoleniu ppoż czy właśnie na prawko podaje Ci przykłady jak kończą się takie jazdy lub głupie nieuwagi na drodze. Zdecydowanie wprowadziłabym taki krótki kursik z kolesiem co się ze słowami nie patyczkuje bo niejeden wypadek z trupem już widział. Moje wykłady na kategorię A nasz instruktor zawsze był okraszał albo cytatem z własnego doświadczenia, albo filmikiem z youtube, ku wstrząsie współsiedzących którzy zdawali na B… – i bardzo dobrze.

  2. TomekK pisze:

    Wiesz może jeden drugi trzeci czy piąty „koleś” opowiadać co widział bez owijania w bawełnę , można oglądać tysiące filmów tak realistycznych, że wręcz naturalistycznych lecz to nadal tylko film nadal ktoś inny.
    Powiem Ci, że ja poczułem co to utrata przyczepności, dopiero wtedy kiedy wypakowałem moim Trabantem w krawężnik i mnie „zaszczypało”. Stąd też źródło moje wypowiedzi, że dobrze by było żeby każdy mógł sobie „przecholować ” ale w środowisku do tego przewidzianym , ewentulana dachowanie z rolką też byłoby wkazane.
    Wiesz stare góralskie powiedzenie dotyczące nauki jazdy na nartach mówi:
    „Panocku , jak się nie psewrócis to sie nie naucys”
    i taka jest prawda. Od wiek wieków nauka empiryczna zostaje w głowie, a ta książkowa, ustna ulatuje.
    Zwróć uwagę jak się uczą zwierzęta takie np. koty ( te większe żyjące dziko) przecież „mama kot” nie tłumaczy swoim pociechom jak mają polować tylko im pokazuje i je zostawia żeby same zaczęły.
    Kolejny przykład (tutaj chyba Pan KIKIM by mógł się wypowiedzieć;) ) spróbuj nauczyć sie obsługi AUTO CAD’a z książki – nie da rady – coś tam zostanie ale jak zaczniesz na nim pracować to ta wiedza po prostu zostanie w Tobie, a nie obok Ciebie.
    Tak czy inaczej wszystko sprowadza się do tego że zamaist budować stadiony (dawniej nazywane arenami) powinniśmy budować tory.
    Mając demokrację i podążając tym nurtem zadam pytanie:
    Ilu jest kierowców w naszym kraju ?
    A ilu jest piłkarzy?
    Ilu osobom uratował życie likwidowany tor w Lublinie ?
    Ilu osobom uratował życie Stadion Narodowy ( z tego co wiem to nawet ktoś umarł – to akurat już nadużycie z mojej strony i wrodzona złośliwość)

    Odpowiadając sobie na te podstawowe pytania można dalej pytać:
    Czy aby nasze Państwo naprawdę dba o nasze bezpieczeństwo ?

    Znowu przydługo chotycznie i bez sensu ( jakoś mi Bozia poskąpiła daru lekkiego „pióra” ;) )

    Pozdrawiam

    • Sharlota pisze:

      :-)
      nieee, Ty chcesz żyć w Państwie socjalistycznym do bólu. Państwo nie dba o nasze bezpieczeństwo, chyba że dba o bezpieczeństwo płacących podatki. Ale nie ma odgórnego przymusu że Państwo musi i Ci się należy opieka. Takie podejścia kończą się systemem autorytarnym – w imię troski o bezpieczeństwo i dobro obywateli skujemy ich i zadbamy żeby nic im się nie stało, a wolność słowa/postępowania/czegokolwiek? Każdy kij ma dwa końce. Nie zbawisz Państwa, możesz tylko sprawić że wokół Ciebie będzie lepiej/milej/bezpieczniej.
      Żarty na bok. Mówimy o dwóch aspektach tej samej sprawy. To co napisałam miało właśnie na celu pokazanie że zmiana podejścia na drodze zaczyna się od nas samych. Uwierz mi, te miny osób zdających na B na moim kursie były bezcenne, jak zobaczyły filmik gdzie gość w aucie wyjechał motocykliście. Komentarze „nie wiedziałem, nie zdawałem sobie sprawy..”. Coś im to uświadomiło, a to był tylko jeden wykład z kilku, na każdym instruktor maglował tego rodzaju obrazami, czasem posiłkując się zdjęciami z prawdziwych wypadków.
      Ćwiczenia techniki kierowców to rzecz ważna, bardzo ważna nawet. Ale żeby taki chciał ćwiczyć, musi wyjść ze swojej skorupy i zobaczyć że poza swoim autem jest też inny świat i inni kierowcy. Taka zaskorupiała reakcja jest naturalna, sama tak mam. Ale dopiero jak się wychodzi z niej, to zaczyna człowiek zmieniać swoje nastawienie.

      A najlepiej w kontekście dbania o życie ludzkie i wyobraźnię w kontekście wpływu własnego na cudze życie na drodze robi – manie dzieci. Idę o zakład, że u Ciebie także.
      Pozdrawiam!

Zostaw odpowiedź

Możesz używać następujące tagi: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>