Będąc świeżym, było-nie-było połamańcem, zdobywam nowe doświadczenia.

Ok. powtórka. Ja, świeży połamaniec, zdobywam nowe doświadczenia życiowe. Częściowo nie są miłe, ale ubogacające – o czym było w tej notce o byciu kaleką.

Jednakowoż są też inne strony medalu, a strony te mają konkretne imiona i twarze.

Jak wiecie, od 3 tygodni poruszam się o kulach.  Szczęściem Moja Firma zapewniła mi opiekę medyczną, a w niej – transport medyczny. Zatem od tygodnia jeżdżę sobie po badaniach karetką, i miałam przyjemność poznać 3 różne zespoły ratownicze.

Jak na razie statystyki zabójcze – na 3 zespoły 2 miały na tzw stanie motocyklistów.  Czy to norma u ratowników że uprawiają niebezpieczne sporty? Bo i nurkowanie, spadochroniarstwo, a także – po prostu – żeglarstwo, oprócz motocykli się przewinęło. Ojojoj, motocykle są wszędzie! ;-)

Jak to cudownie zmienia wszystko! Zaczyna się od standardowego pytania A jak ta noga się złamała,  gdzie odpowiadam zgodnie z prawdą, i nagle się okazuje że tam są nasi!.  Jest od razu milej, jest ciekawie, ja się odblokowuję i zaczynam normalnie gadać z facetami w karetce.

Dużo rzeczy można się dowiedzieć.

- Jak pan P. miał tak poważny wypadek że już na moto nie wsiądzie. Uwierzycie – nie z własnej winy. Szczeniaki na śmigus dyngus chcieli go zatrzymać – nogą za kierownicę. Winowajca do dziś nie chodzi, a pan P. prawie rok się wylizywał z ran. Omal nie zginął. Ach, ci motocykliści, no, jeżdżą i uczciwą młodzież w czasie Świąt do wybryków prowokują! Piszę ku przestrodze tym z Was, którzy siedząc w aucie miewają pomysły wyciągnięcia przez okno ramienia w celu „zahaczenia” motocyklisty bo czemu się pcha. Rękę możecie stracić i to dosłownie, a człowieka zabić. Umyślnie.

- Jak pan P. młodego motocyklistę ratował – był świadkiem ślizgu. I jak nikt, widząc jednego (!) ratownika przy drodze, reanimującego chłopaka, nie zatrzymał się, by pomóc. Chłopak przeżył, miał kupę farta że pan P. zaczął z nim pracować od razu po wypadku. Krwotok i inne obrażenia, ale przeżył. Tym bardziej dziękuję tym „moim” motocyklistom, którzy po moim wypadku pomoc mi zorganizowali…

- Jak to się jeździ w klubach i gdzie i na czym i czemu do Francji – dziękuję panu M.! Jak się ślizga na dużym kruzerze i jak było kiedyś w klubie SCC – to mój były klubowicz!!! Świat jest mały…

- jakie są doświadczenia ratowników z wypadków drogowych. Zwłaszcza interesował mnie temat pomocy tzw świadków. W Austrii byłam pod wrażeniem, jak już w szpitalu się byłam ochłonęłam, tym, że każdy z tłumu na miejscu mojego wypadku wiedział co ma robić i miał konkretne zadania. Gapiów nie było wcale, co potwierdził zdumiony i zbudowany tym świadectwem pan Kikim. Cywile pomagali, organizowali pomoc, po przylocie śmigłowca i przyjeździe policji stosowali się do ich zaleceń, a co jeszcze dodatkowo miłe – zajęli się Szarlotą.

Otóż ratownicy potwierdzają to co mi się wydawało: poziom świadomości ratownictwa cywilnego jest w Polsce żenująco niski. Wręcz zahaczający o ignorancję. Nie chodzi już o sam fakt sztucznego oddychania czy masażu serca, ale o podstawowe informacje co trzeba i należy ustalić z rannym przed wezwaniem karetki  -czy jest przytomny!!! czy oddycha!!! udrożnić drogi oddechowe – to wszystko rzeczy które robisz zanim zaczniesz myśleć o całowaniu obcego kolesia, dodatkowo w kasku. A dodatkowo nie wie publika, że sztuczne oddychanie nie jest konieczne – sam masaż serca wymusza krążenie i jako taką wentylację płuc. Ba! nie wiedzą jak z rannym rozmawiać, boją się tematu, nie ruszać, nie wtrącać się, a nuż przeżyje…. a minuty lecą, życie ucieka.

I do tego ta pokutująca wszechwiedza: jak pomogę i zaszkodzę to pójdę siedzieć lub będę miał sprawę w sądzie o te złamane żebra.

Bzdura. Jak ktoś jest nie ma akcji serca i nie oddycha to to jest trup.  Za kilka minut to będzie trup. To że złamiesz mu żebra, to pikuś kiedy przy okazji utrzymasz natlenienie mózgu na poziomie do momentu przyjazdu karetki. Możesz uszkodzić trupa albo uratować komuś życie.

Bzdura też i dlatego, że nigdy jeszcze nie dostałam od takiej osoby odpowiedzi, jaki sąd, na jakiej podstawie, wydał ten wyrok skazujący którym dana osoba się zasłania – że nie pomoże bo. Wszystko z trzeciej ręki, wszystko ktoś, gdzieś, znajomy, na pewno tak było. No sorry, wiem że prawnie nic człowiekowi nie mogą zrobić, na wszystkich kursach pierwszej pomocy ratownicy i lekarze tłuką to do głowy, kampanie są… a mem pokutuje nadal. Pomożesz = sąd. No ludzie…

- najciekawsze, ( bo o mnie) – IMHO – na koniec. Moje klamry pooperacyjne. Śliczne, jakby zszywaczem tapicerskim zrobione szwy metalowe. Do zdjęcia były. Przypuszczałam że to może być problem w Polsce. Ale nie aż taki… Chirurg prywatnej firmy medycznej zobaczył, rozłożył ręce i orzekł nie mam narzędzi, nie będę zdejmował. I umył ręce. Gorączkowe poszukiwania narzędzia do zdejmowania klamr przemkły mi jakoś bokiem, bo dotkliwie odebrałam podejście lekarza jako Pieprzę, nie robię, nie pomogę. Bo cóż ja mam z tymi klamrami zrobić? Ledwo siedzę na tym krześle, potrzebuję pomocy przy transporcie jakimkolwiek, słabo mi się jeszcze robi, wizja jeżdżenia po Warszawie w poszukiwaniu tzw bocianka nie była ani przyjemna, ani co gorsza realna. Nie dałabym rady.  I to ja mam problem, a nie lekarz który de facto  szwów nie zdjął. Ja muszę umawiać kolejną wizytę, tłumaczyć się przez telefon czemu nie mam zlecenia na transport, lekarz już wyszedł z zabiegowego bez słowa….

I znowu ta myśl: Tak mają kulawi. Są problemem. Są zawalidrogą. Są rysą na tym doskonałym światku, gdzie choroba wykraczająca poza możliwości samodzielnego obsłużenia się jest dla firmy medycznej po prostu nieopłacalna.

Bezsilność. Postanowiłam zrobić to, co w tym momencie robiłam najlepiej. Usiadłam na krzesełku ze zmęczoną miną, kule między nogi, i postanowiłam się stamtąd nie ruszać. Wyrzucą mnie? Wyproszą? No ciekawe…

I w tym momencie wchodzą do zabiegowego „mój” ratownik motocyklista. Pyta kiedy możemy wracać – załamana tłumaczę mu że chyba tu zostaję, niech jadą bo mają jeszcze inne zlecenia prócz mnie….. Słysząc o klamrach reakcja – a widzę już ten błysk w oku - Pani się nie martwi! S.!! krzyczy na cały korytarz pacjentów do lekarki z zespołu karetki - zdejmiesz pani klamry?? – A w czym problem? obrusza się Młoda Lekarka, przewraca oczami na swojego kolegę – chirurga, wkracza do zabiegowego żądając: gazików, octaniseptu, plastrów takich czy siakich, i przede wszystkim dwóch par nożyczek chirurgicznych. Przy akompaniamencie moich jęków (zacięcie masochistyczne – pofolgowałam sobie ) wydłubuje mi klamry z kolana i łydki, a ratownik trzyma mnie za rękę i spokojnie odlicza: Jeszcze 12, jeszcze 11, … jeszcze 2. Pani Lekarka, jak się okazuje przed egzaminem specjalistycznym na chirurgii, jeszcze ofuknęła pielęgniarkę że za darmo pracuję! kiedy ta zauważyła że dużo plastrów i bandaża elastycznego na moją nogę zeszło…

Śmiejemy się potem że w zasadzie to mogli przyjechać do mnie i sami mi te szwy zdjąć. Fakt, prywatna Firma Medyczna nie na wiele – oprócz sprzętu rzecz jasna – się tu przydała…..

 

 

 

 

Tagi: ,

Odpowiedzi: 5 do wpisu “Ratownicy, motocykle i klamry w nodze…”

  1. nutria pisze:

    brr, zdejmowania klamr z nogi to nie zazdroszczę choć rozumiem że trzeba było i tyle.
    Jest też tak, że są ludzie i ludzie, lekarze i lekarze.. nie?.. ten lekarz – był niestety z gatunku „fajnie jest w prywatnej przychodni, wyciągnę z niej jak najwięcej kasy. Tylko na prostych przypadkach, które rozbucham do granic nieprzyzwoitości. ech’

    Czy to to pod postem to są klamry? czemu troszkę czerwone troszkę szare..?

    • Sharlota pisze:

      Oj, nie, nie mam zdjęć tych klamerek… gdzie je widzisz???
      klamerki były dokładnie takie jak w biurze do papieru…

      ja lekarza nawet rozumiem – jakby mnie pociachał nożyczkami to też miałby nieprzyjemności, to działa niestety w obie strony – rozbuchani pacjenci i asertywni lekarze. Ale z drugiej strony – co by było gdyby nie Młoda Lekarka?

  2. Pytanko pisze:

    A co to za prywatna firma medyczna? Warto wiedzieć… żeby tam nie trafic przypadkiem :-)

    • Sharlota pisze:

      Może na priva Ci wyślę :-)
      Ale jak napiszę że zielona to i tak nie wskażę konkretnej – jest kilka takich firm na rynku.

      • Pytanko pisze:

        Może to trochę off-topic ale myślę że trzeba publicznie piętnować takie podejście. Bo jak to będzie wyglądało gdy wszytskie firmy zaczną realizować tylko łatwe, bezpieczne i rentowne usługi? A tacy bikerzy z klamerkami nie zawsze będa mieli szczęście spotkania Młodej Lekarki…

Zostaw odpowiedź

Możesz używać następujące tagi: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>