Witam wszystkich czytelników – już osobiście.

Serdecznie dziękuję za wszystkie wiadomości słowa otuchy, jakie od zeszłego czwartku dostałam!

Wracając do zdrowia już w domowych pieleszach, umieszczę tu relacje i – tradycyjnie – impresje ze zdarzeń minionego tygodnia. Będzie to więc ciąg notek, a tymczasem krótko:

1. ubezpieczenie.

niby wiesz że trzeba mieć tzw transport, niby wiesz że koszty leczenia, niby czytasz OWU … ale do zeszłego czwartku to była taka, no, powiedzmy, tradycja. Obowiązek.

Dobrze że było ubezpieczenie. Tyle powiem. Ze złamaną nogą w pozycji leżącej nie wróciłabym do Polski samochodem – nie mówiąc już o asyście dwóch silnych facetów którzy troszczyli się o mnie jak o jajko i prowadzali pod rękę mimo kul.

Co do kosztów leczenia – były gigantyczne, i dobrze że wypadek miał miejsce w Austrii czyli na terenie UE. Zadziałało tu w tym momencie prawo mówiące że jeżeli opłacam składki ZUS, to mi się leczenie w Austrii należy jak obywatelowi Austrii, a ZUS pokrywa koszty leczenia. Może to mieć miejsce tylko w wypadku posiadania europejskiego dowodu, że te składki są opłacone – zajrzyjcie choćby tutaj i przeczytajcie, warto o tym pamiętać jak się jedzie do krajów UE:

http://www.turystyczne.ubezpieczeniaonline.pl/a/jak-uzyskac-europejska-karte-ubezpieczenia-zdrowotnego/10.html

koszty 5 min. lotu śmigłowcem (o śmigłowcu będzie w kolejnej notce :-)) – ca 20 tys. PLN

koszty operacji nogi -ca 30 tys. PLN.

utrzymanie przez 6 dób w szpitalu… też dużo. Ja z własnej kieszeni pokryłam tylko jedzonko w cenie 11 euro z groszami za dobę oraz wypalenie CD z dokumentafcją medyczną – min zdjęciami RTG – i wierzcie mi, szczęśliwa byłam że tylko tyle. Aha – i jeszcze śliczne fioletowe kule na pamiątkę z Tyrolu. ha.ha.ha.

2. Telefon miej zawsze przy sobie -

zwłaszcza jak jedziesz sama. W kolejnych notce rytualno-wypadkowej napiszę o strachu że nie wezwę pomocy – bo telefon woziłam w tankbagu… leżysz sobie po wypadku, ruszasz się i jesteś przytomna, i co zrobisz jeśli się nikt przy Tobie nie zatrzyma? Ja miałam szczęście. Współtowarzyszka na sali natomiast nie miała telefonu – wypadek samochodowy – a gość, który jej użyczył telefonu na zadzwonienie do mamy odjechał, obiecawszy wezwać karetkę. Szczęściem nie miała krwotowku wewnętrznego, bo by w tym aucie zeszła jako że kolo karetki nie wezwał, czekała dobre 20 minut na następny samochód. No, a telefonu sama nie wzięła tego dnia z domu.

3. Znaj parę słów w języku lokalnym

Dzięki znajomości niemieckiego o wiele, wiele łatwiej było i mi, i osobom udzielającym mi pomocy. Ja rozumiałam co się ze mną dzieje i będzie działo – oni wiedzieli jak się czuj ę i co czuję. Nie sugeruję broń borze, żeby mówić w języku biegle. Ale kilka słów się przyda:

pomocy

boli

tu

nie, tak

ubezpieczenie

znieczulenie

operacja

telefon/dzwonić

bliscy/mąż/żona/etc

siku

jeść.

no wiecie…. podstawowy słowniczek wypadkowy…

 

to są myśli, które przychodzą mi do głowy jako takie podsumowanie wypadku – nie podsumowanie przyczyn, co podsumowanie tego, jak przez wypadek przejść w miarę bezboleśnie – o ironio! Przygotowanie się myślami do tego, co zrobić w razie wypadku, może się okazać bardzo pomocne.

Do przeczytania niebawem!

 

PS a tu pozostałe notki z cyklu „Rytuały powypadkowe”:

Rytuały powypadkowe – przyczyna.

Rytuały powypadkowe – ratunek

Tagi: , , ,

Odpowiedzi: 2 do wpisu “Rytuały wypadkowe – podsumowanie”

  1. [...] Notka ta jest kontynuacją ciągu zapoczątkowanego podsumowaniem (no tak, zaczęłam od końca notką Rytuały wypadkowe – podsumowanie). [...]

  2. [...] nie ten wypadek, a mało brakowało żeby go nie było, wszak Szarlota cała wyszła z tej opresji, to tej zmiany [...]

Zostaw odpowiedź

Możesz używać następujące tagi: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>