Szarlota już nie śpi

Szarlota już nie śpi

To już! Jędzy na pohybel, a mi na – ostrożność i radość, radość!

Pierwszy raz od 6 miesięcy wsiadłam na Szarlotę nie w celu posiedzenia, a posiedzenia i pojechania.

Wzięta z zaskoczenia – ja i Szarlota – w sobotę rano, nie umiałam znaleźć odpowiedzi na pytanie Mojego Osobistego Trenera od Rozwoju i Nie Tylko : „a czemu nie pojedziemy na kurs PP motocyklami?”.

Cóż było robić? Nie chciało się…. oj, strach, oj, leń, oj, a jak skręcę, no mówię Wam, Jędza miała używanie. I jeszcze pół stopnia powyżej zera.. nieeeee.

Ale wstyd, co nie? Gdyby nie Mój Osobisty Trener – pojechalibyśmy autem.

Ale jak już wsiadłam, ufff, zapięłam się w spodnie, ciut przyciasne… zapięłam się w kurtkę, przypomniałam sobie o mrozie i konieczności grzania łapek, zdjęłam kurtkę, wpięłam kabelki (zainteresowanych odsyłam do notek o rękawiczkach elektrycznych), założyłam kurtkę, zeszłam do garażu (Mój Osobisty Zgrzaniec już wytoczył maszyny i się grzały obie żebym nie miała argumentu że sama nie wytoczę ), no więc dalej w garażu przypomniałam sobie o kominiarce która została na górze…. jak już miałam kominiarkę, osłonę na szyję, wszystkie ciuchy, kask który na to wszystko nie chciał wejść (gruba szyja bo wszak osłona, kominiarka,… na sam koniec z pomocą Pana Kikima (On Ci to bowiem mnie wyciągnął był, On, nikt inny ;-) ) wcisnęłam letnie rękawiczki na te elektryczne (okazało się że przy okazji że cosik się z nimi stało… jakby je ktoś mokre zostawił do wyschnięcia i się nimi potem przez pół roku nie zajął… hmmm co ja robiłam ostatni raz w zeszłym sezonie? hmm:-) ) …

jak już to wszystko zrobiłam, mogłam już spokojnie wsiadać na Szarlotę.

I potem Jędza nas goniłaaaaaa..  i dogonić nie mogła, bo jak już wsiadłam, to pojechałam, dogoniła nas dopiero po 10 kilometrach. No ale wtedy już zajeżdżaliśmy pod Natoliński Ośrodek Kultury, gdzie miało się odbyć szkolenie… z uśmiechami, ba! rogalami na twarzy.

Ot, taki króciutki przelocik…. I przełamanie. Uwaga dla mnie – nie ufać swoim odczuciom i jeździć pomimo tego. Bo jak już wsiadłam… to wiecie, prawda? już nie żałowałam. Nawet nie przeszkadzał fakt że w końcu nie wpięłam tych kabelków do aku i marzłam w ręce. Ale nicto! Jechało się!

Na poważnie: co radzicie w kwestii kursów doszkalających? Nie, nie mam Suzuki, ich szkoła odpada…..

Szeroooookości!

 

Tagi: ,

Jedna odpowiedź do wpisu “Sezon 2013 – czyli nie spać, jechać!”

  1. Nutrija pisze:

    Tak trzymać!:) :)

Zostaw odpowiedź

Możesz używać następujące tagi: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>