… tak, tak, znowu będzie o Stelvio, o Królowej Przełęczy. Opis trasy połączony z tradycyjnymi impresjami z trasy. Nie rozdzielę tego na dwie notki, bo już i tak padam ze zmęczenia po przejechaniu banalnych 200 km, więc co napiszę teraz, to zostanie.

Wczoraj czytaliście relację Pana Kikima, a dziś ja powtórzyłam tę trasę w myśl zasady: „Co nas nie zabije, to nas wzmocni.”.
Co prawda, z jego trasy powstały filmiki że mucha nie siada, ale nie będzie ich tu dzisiaj poza jednym, gdyż właśnie jedna z takich much usiadła na obiektywie w trakcie filmowania i cóż :-) jest obraz upstrzony muchą z jednej strony.

Długość całej trasy dzisiaj:  220 km z „małym” hakiem bo jechałam bez nawigacji, z mapą teoretycznie w głowie a na pewno w tankbagu, i 2 razy udało mi się pokluczyć trochę, a raz musiałam skorzystać z objazdu bo drogę mi zamknęli. Ale mniejsza.

Przejechanych wysokościokilometrów w pionie: 4,481 km.

Zmęczenie: duże.

Satysfakcja: jest. No ba!

To jest trudna trasa dla początkującego. Wszędzie w Alpach jest kręto, ale na tej trasie szczególnie. Akurat na rozgrzęwkę – uwaga, ironia!. Kręte zakręty na tej trasie to w istocie rzeczy zakręty przekraczające 180 stopni, czyli tzw agrafki, czyli po prostu zawrotki. I jest ich na samym podjeździe na Stelvio od strony Prato 48. A potem do Bormio też są. Myślę, że w sumie ich jest około 70.  Zawrotek, nie zakrętów. Zakręty liczone są osobno, ostre zakręty, kręte zakręty, no i zwykłe łuki. To już luzik po zawrotkach.

Pełną trasę, tzw „short” (bo można ją jeszcze wydłużyć oczywiście), macie tu (trasa otwiera się po kliknięciu w obrazek):

 

Passo di Stelvio

Passo di Stelvio

No Matko Z Córką, myślałam że lepiej jeżdżę. Podjazd pod Stelvio nauczył mnie…. pokory.

Trasę rozpoczęłam z Pfunds, w kierunku Nauders, przez przełęcz Reschen (Reschenpass, Passo di Resia). Miły początek – masa nas, motocyklistów, słoneczko, rześki wiaterek, upał dziś będzie. Na pierwszych winklach na objeździe Nauders niespodzianka – korek. Czemu? Ano, poprzedniego wieczoru mocno padało, burze z piorunami przechodziły doliną. Więc dziś na agraweczkach pierwszych moich, najpierwszych w Alpach, jedzie sobie pomału ciężarówka – myjnia, i myje drogę. Z piasku, błota, które się naniosło przez noc ze zbocza. Uznaję to za dobry znak na dalszą część podróży. I tak jest w Alpach, a przynajmniej w tej austriackiej części. Lepiej dbać o czystość nawierzchni, bo jak nie to potem trzeba będzie krew i resztki z niej zeskrobywać, a to już ciężej… profilaktyka jest u praktycznych Austriaków w dużym poważaniu, a dzięki temu nam się lepiej jeździ.

ReschenPass za mną, zjazd w dolinę i jestem już we Włoszech. Ale oprócz rejestracji i znaków drogowych niewiele się zmieniło. To nadal Południowy Tyrol. Zjazd z przełęczy w stronę Curon Graun, to, jak pisał pan Kikim, rzeczywiście bardzo piękna i łatwa trasa. Biegnie wzdłuż jeziora Lago della Muta (Haidersee), i panorama na góry oprószone śniegiem, na tle niebieskiego nieba w baranki, jest po prostu piękna.

W istocie nie ma na całej tej trasie przedstawionej na obrazku – a z relacji innych osób pewnie i w całych Alpach – nie ma tzw. „pustych przebiegów”, czyli części trasy która służyć ma tylko temu, żeby dojechać do pewnego punktu, no a tam w tym punkcie nareszcie się coś zobaczy. Nienie – tu cały czas jest pięknie. Można by stawać co chwilę i robić zdjęcia, ale ja przejęta pierwszą w życiu poważną wyprawą w Alpy nie staję wogóle, mijam jak ta ciamajda wszelkie punkty widokowe, uważając by nie zjechać z drogi, tak mi łepek się kręci wokół, próbując ogarnąć te cudowności nad jeziorem.  To miła rozgrzewka, ale w końcu jednak staję, bo przychodzi mi na myśl że nie pamiętam, gdzie mam skręcić na to Stelvio, a zbliżam się do rozjazdu.

Zajeżdżam zatem na parking w Burgusio, gdzie zagaduje mnie dwóch Niemców na GSXR-ach. Zaczynają po niemiecku, widząc rejestrację przełączają się na angielski, zaczem śmiejemy się wszyscy troje, jak odpowiadam po niemiecku „Nie, ja Cię rozumiem, tylko nic nie słyszę w tym kasku”. No ba, niby wiadoma rzecz :-).  I standardowe pytanie: „sama jedziesz?” ale zamiast się zjeżyć -wszak wyczuwam stereotyp na milę, ale jak się okazuje niesłusznie! – śmieję się i dzięki temu dowiaduję się że chodzi o troskę o koleżankę – bo co będzie jak się w trasie coś stanie? – dlatego moi rozmówcy jeżdżą we dwóch.

Dalej – gubię się. No mimo mapy, sprawdzania, może aura tych GSXRow tak na Sharlotę podziałała, dość że mijam głupio dobrze oznaczony zakręt na samą przełęcz. Ale prędko nadrabiam, bo już po jakiś 10 km :-) jestem z powrotem na trasie. I piękna dolina się zaczyna, Rio Solda, wśród drzew, blisko schodzących się ścian gór, pył wodny, ptaki, wiecie, pięknie, no nie, tylko ta cała sielanka kończy się za jakiś czas zakrętem pod złowieszczym tytułem (NUMER – Kehre – Torrante), ten akurat miał sygnaturkę 48 – Kehre – Torrante.

Pierwsza z 48 zawrotek na przełęcz.

Zaczyna się wspinaczka, wysokogórska w dosłownym tego słowa znaczeniu. W krótkim czasie pokonuję niemal wszystkie szczeble roślinności od regla dolnego po subniwalny (czy wręcz niwalny? ale wyżej niż przełęcz, gdzie mieszkają już lodowce, nie zachodzę). Pierwszy, drugi, trzeci zakręt, przemieszany z krótkimi prostymi które sugerują że to już koniec! ale nie, nieubłaganie zbliża się kolejny. I tak pnąc się, pocąc, stękając srogo (ja) i pyrkocząc (Sharlota, a któżby inny), wspinamy się coraz wyżej i wyżej, droga wyjeżdża z lasu, robi się coraz surowiej.

Pierwszy widoczek, gdzieś na górze po wyjechaniu z lasu, jak już miałam dość:

Droga na Passo di Stelvio

Droga na Passo di Stelvio

 

Dlaczego miałam dość? Ot, ciągłe zawracanie motocyklem jest po prostu męczące. I tu podkreślam, że cały podjazd od strony zarówno Prato, jak i Bormio, jest wykonany pierwszorzędnie. Zawrotki są szerokie. Nawet bardzo. Dobrze wyprofilowane, posprzątane – co istotne. Problem w tym, że promień skrętu jest tu wszędzie – bardzo mały. Widziałam małe osobówki, które tak jak ja chcąc podjechać na zawrotce pod górę w prawo zaczynały manewr z przeciwnego pasa ruchu. I to, jak widzę jest normą nie tylko dla camperów, vanów i innych aut, ale i dla motocykli.

Najważniejsze zasady na podjazdach:

Nikt. Się. Nie Pcha.

Nie chodzi o udowodnienie, kto będzie pierwszy. Co z tego, że masz człowieku pierwszeństwo, jak osoba jadąca z dołu musi Ci je naruszyć, żeby wogóle móc wjechać. Blokując zakręt blokujesz życie, przejazd jej, sobie, bo i tak nie przejedziesz, i całej reszcie za Tobą, która w tym momencie klnie na Ciebie w duchu po co Ci się tak spieszy. Dlatego można tę zasadę inaczej przedstawić:

Zjeżdżający ustępują miejsca wjeżdżającym.

Dlatego pchałam się na ten przeciwległy pas ruchu. Serio – nie byłam w stanie zrobić tych zawrotek inaczej. Wiem, że Szarlota potrafi. Ale mało jest marginesu na błędy, a wolałam Aniołowi Stróżowi nie dawać za dużo roboty. Mało marginesu? Nie, pomyłka – nie ma, powtarzam – nie ma marginesu na błędy.

Jak to wyglądało na 10 od końca zzakręcie: (Jeszcze tylko 10 zakrętów!!!)

Zawrotki na przełęcz Stelvio

Zawrotki na przełęcz Stelvio

Widzicie ten murek? No właśnie. A za nim przepaść. Nie ma marginesu na błędy.

A moje błędy na tej trasie:  raz zahaczyłam podnóżkiem – za mocne pochylenie w zakręcie. Aż podskoczyła Szarlota, ale udało mi się ją wyprowadzić. Drugi raz – podparcie nogą, też w zawrotce, na zjeździe do Bormio. Miałam masę szczęścia – cofnęłam nogę w porę, nic sobie ani Szarlocie nie zrobiłam.

Sama przełęcz – 2760 mnpm- masa sklepików, prawdziwe Krupówki. W sezonie zimowym królują tu narciarze, którzy dzisiaj przemykali wśród rzeszy motocyklistów,  motocyklistów i kolarek.  Bowiem przełęcz stelvio jest wśród kolarzy chyba jeszcze bardziej popularna niż u motocyklistów. W nagrodę za piękny acz powolny wjazd kupiłam sobie koszulkę.

Zjazd do  Bormio – prostszy, acz zawrotki posiada. Niestety sił zaczynało mi już na tym etapie brakować. Na sam widok znaku ostrego zakrętu dostawałam ataku paniki, przejawiającym się heblowaniem i redukcją do jedynki :-) przez długi jeszcze czas. Cóż, jak nie w tym sezonie, to w następnym, za wszelką cenę muszę poćwiczyć na kursach doszkalających technikę jazdy. Wtedy nie będę się tak nieprzyjemnie męczyć na zakrętach. Ale przecież wiedziałam w co się pakuję – tę trasę oglądałam kilka razy sfilmowaną przez różne osoby.

Za Bormio – coraz przyjemniej. Śliczne miasteczka, powolny ruch, malownicze góry…i kolejny podjazd na przełęcz Passo di Foscagno (2291) , gdzie robię sobie dłuższy postój,  i gdzie zaczynam zjazd/wjazd do Livigno – osobnej strefy w tym regionie, gdzie polecam zakupy – wszystkie sklepy są wolnocłowe. Cena paliwa przyjemna – w całym regionie Livigno 1,171 euro za litr. Tankuję i ruszam do jeziora Lago di Livigno, gdzie wczoraj pan Kikim zrobił panoramę kamerką:

 

Za jeziorem wjeżdżam w ten sam tunel, co on wczoraj – zabezpieczam się przed zimnem. Brrrr, klaustrofobiczny nad wyraz.

 

Powrót do domu odbył się już bez dodatkowych stresów, napięć, za to z rosnącą w duchu satysfakcją z dokonania – wjazdu na Królową Przełęczy! Dlatego nie będę się rozpisywać o pozostałej części drogi, bo mam w planach jeszcze co najmniej raz ją przejechać – być może uda mi się już wkleić zdjęcia i kolejny film.

Naprawdę padam… ale też i cieszę się z tej jazdy.

Szerokości!

 

 

Tagi: , , , , ,

Odpowiedzi: 6 do wpisu “Stilfserjoch, Passo di Stelvio, Królowa Przełęczy”

  1. nutria pisze:

    no….. szacun!
    i panoramka piękna! :) i zdjęcie zresztą też! :)

  2. dominik pisze:

    Śledzę z zapartym tchem. Trzymam kciuki za pogodę.

    • Sharlota pisze:

      Oj tak, kciuki się przydadzą. Pogoda tutaj jest bardzo zmienna – po poludniu burze atakują dosłownie znienacka.

  3. [...] Malles, której nie zrobiłam jak przejeżdżałam w stresie przed podjazdem na StelvioPass (w tej notce opisane) Curon Graun – widok na [...]

  4. [...] Do samego skrętu na Prato jest to trasa identyczna jak opisana w notkach poprzednich – mojej i pana Kikima. Potem zaś droga wiedzie na Merano, a dolina od przełęczy Reschen rozwija się [...]

  5. [...] mało uczęszczaną przez motocyklistów (w stosunku do Stiflersjoch, Passo dei Stelvio, opisywanej tu i tu) przełęcz od strony Włoch,  zjeżdżając z Meran (Merano) na Passeiertal i St. Leonard in [...]

Zostaw odpowiedź

Możesz używać następujące tagi: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>