Rumuńskie sniadaniePo nocnym deszczu, rano powitało nas nieśmiało słoneczko zza chmur. Szybkie pakowanie gratów i solidne śniadanie w miły sposób pchnęło nas do działania. Szybka kosmetyka motocykli i ruszamy w drogę.  Nawet nie zauważyłem gdy opuściliśmy gościnne wzgórza i przed nami wyrosła panorama równiny na końcu której piętrzyły się zamglone stoki Karpat. Tam gdzieś pomiędzy nimi wije sie Transalpina, najwyżej położona asfaltowa droga Rumunii.

Ostatnie tankowanie przed zapuszczeniem sie w zielone doliny zamieniło sie w gwałtowny ale krotki pokaz deszczu z błękitnego nieba. Ulice spłynęły potokami brudnej wody, która upaprała doszczętnie nasze zakurzone motocykle. Pod dachem stacji paliw wpinamy membrany i ruszamy w ślad za oddalającym sie deszczem. Słońce przygrzewa coraz mocniej, wodna mgiełka spod kół paskudzi kaski a my przedzieramy się przez chaotyczne korki Sebes. W końcu udaje sie nam wyrwać z miasta i oto jesteśmy u stóp Transalpiny. Tym razem pokonamy ją w przeciwnym kierunku, jadąc od północy na południe. Czyli do góry nogami :-)

Gdy już zaczęliśmy na dobre smakować zakręty i agrafki tej drogi, deszcz przypomina sobie o nas i atakuje ze zdwojoną siłą. Przywdziewamy kombinezony przeciwdeszczowe – naszą bron masowego rażenia. Zazwyczaj mozolne ubieranie opornej gumy powoduje natychmiastowe ustanie deszczu. Teraz jednak musimy trochę na to poczekać. W dodatku podstępna aura kilkakrotnie próbuje nas podejść wyłączając prysznic i zapalając oślepiające słońce. My twardo nie ustępujemy i ubrani jak odblaskowe gumowe manekiny jedziemy dalej. W końcu deszcz daje za wygraną i możemy wrócić do normalnego wyglądu. Droga dalej jest sucha i można odkręcić manetkę gazu.

TransalpinaTransalpina nieco się zmieniła od momentu kiedy jechałem nią pierwszy raz. Uzupełniono większość brakujących fragmentów nawierzchni, pojawiło się oznakowanie poziome, nawet bariery energochłonne są na większości zakrętów. Teraz przejedzie nią każdy kto zechce, bez względu na umiejętności i rodzaj pojazdu. Ale nadal widoki powalają na kolana. Nawet mnożące się w kilku punktach stragany nie odebrały jej powabu.

Wreszcie spotykamy motocyklistów. Większość to Polacy, są też Czesi i Niemcy. Za przełęczą Urdele naszym zwyczajem odbijamy z głównej drogi i wspinamy sie po rachitycznym asfalcie pod stacje przekaźnikową po raz kolejny zachwycić się niesamowitą panoramą. Warto tam zawinąć wieczorem, o zachodzie słońca, teraz jednak jest wczesne popołudnie, atmosfera zupełnie inna. Lekka mgła nie pozwala siegnąć wzrokiem zbyt daleko…

KarpatyObiad jemy w niewielkiej knajpce w Novaci. Jedzenie nie powala na kolana ale miejsce jest całkiem sympatyczne, jakby gotowe na obsługę motocyklistów. Też zmieniło sie od naszej pierwszej wizyty. Chyba na lepsze :-)

Koniec dnia to mozolne przebijanie sie do początku Trasy Transagoraskiej. Nocleg znajdujemy w niewielkim pensjonacie Daniela, zadowoleni ale i zmęczeni. Wieczorem fundujemy sobie seans obserwacji spadających gwiazd i nocne Polaków rozmowy… To był dobry dzień!

Tagi: , , , ,

Odpowiedzi: 2 do wpisu “Transalpina do góry nogami”

  1. Robert pisze:

    Witam,
    Czy Transalpina formalnie jest przejezdna? Jakiś czas temu na górnym odcinku był zakaz ruchu i podobno Policja wlepiała mandaty. Jak to teraz wyglada?

    • Aleksander pisze:

      Jest otwarta, nie ma żadnych znaków ograniczających wjazd. Widać że braki w nawierzchni zostały uzupełnione (choć do ideału nadal daleko), poziome oznakowanie namalowane i nawet bariery energochłonne ustawione. Wygląda na to że dogadali się w końcu z wykonawcą i oddali ostatni odcinek formalnie do użytku.

Zostaw odpowiedź do wpisu Aleksander

Możesz używać następujące tagi: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>