Śniadanie w ogrodzie

Śniadanie w ogrodzie

Śniadanie czekało na nas w ogrodzie. Domowe i smaczne. Jadło sie nam tak dobrz że ruszyliśmy dopiero po dziewiątej. Zaczęliśmy od wizyty na stacji benzynowej – góry trzeba przeskoczyć na jednym tankowaniu, na stacje po drodze nie ma co liczyć. Nie jest to jednak dużym problemem o ile nie stratuje się na rezerwie – do przejechania jest nieco ponad 100km.

Trasa Transfogaraska

Trasa Transfogaraska

W tej podróży po raz pierwszy przemierzaliśmy trasę Transfogaraską od południa. Widoki w tym kierunku podobają mi sie znacznie bardziej niż te które znamy z podróży w przeciwną stronę. Potężne i dominujące nad dolinami stoki, poprzecinane są serpentynami drogi DN7C zbudowanej w latach 70 kosztem życia 40 żołnierzy. Wjazd nie jest specjalnie trudny choć wymaga ciągłego skupienia uwagi i rozsądnego operowania manetką gazu. W sobotę ruch jest niemały, dla lokalesów to ulubione miejsce na weekendowy wypad. Kierowcy zazwyczaj starają sie pomagać motocyklistom zachęcając do wyprzedzania prawym kierunkowskazem. Trzeba być uważnym bo nie zawsze jest to przemyślana sugestia, raczej komunikat że delikwent nie ma nic przeciwko byciu wyprzedzonym. Z drugiej strony otwarcie drzwi przed nosem albo zaparkowanie na środku drogi w celu zrobienia fotki jest tu chyba sportem narodowym.

Jezioro Balea

Jezioro Balea

Droga jednak wynagradza wszystko. To 100 km radości i niesamowitych wrażeń. Podobnie jak Transalpina droga sięga powyżej 2000 metrów. Ma kilkanaście zawrotek i kilkadziesiąt fajnych zakrętów. Jest celem samym w sobie. Gdy osiąga sie jej północny kraniec okolica zaskakuje monotonną równiną. Warto wtedy popatrzeć za siebie. Piętrząca się za plecami ściana gór robi niesamowite wrażenie.

Po tej motocyklowej uczcie czas było na zwykłe jedzenie. Nasz „food finder” Mateusz jak zwykle wyszukał  nam zacny posiłek w przydrożnej restauracji. Ociężali pomimo podwójnego expresso wpadliśmy na autostradę która pognaliśmy do Sebes. Na północy zgromadziły sie czarne chmury z których w pewnym momencie chlusnął deszcz. Jechaliśmy samym skrajem ulewy wiec po szybkiej decyzji pognaliśmy dalej lekko tylko zamoczeniu umykając niepogodzie.

Deszczowcy

Deszczowcy

Z Sebes odbiliśmy nieco inną drogą w góry Biharu. Resztę dnia spędziliśmy na jeździe przerywanej zakładaniem i zdejmowaniem przeciwdeszczowych kombinezonów. Jazdę uatrakcyjnialy nam wyjące klaksonami weselne korowody samochodów. Okupowały niemal każda mijankę na drodze do Oradei. Przebijalismy się na czoło używając syren i koguta, co tutaj najwyraźniej budzi radość i powszechny szacunek.

Po zmroku pogoda sie poprawiła co pozwoliło nam bez przeszkód dotrzeć aż do Debreczyna gdzie zatrzymalismy sie na nocleg. Jutro powrót do Polski.

Zostaw odpowiedź

Możesz używać następujące tagi: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>