Długi weekend Majowy daje się Braci Motocyklowej mocno we znaki pogodą.

No tak, mili Państwo, marudzę. Deszcz – niedobrze. Upał – jeszcze gorzej. Jak żyć, Panie i Panowie? ;-)

Dziś kontynuacja cyklu który już ponad tydzień temu obiecałam – przygotowania do wycieczki. Część druga – przygotowanie Amazonki/Jeźdżca.

Aby zatem mieć przyjemność z trasy, trzeba samemu być przygotowanym. Co poniektóre, które mają swoją jędzę (na przykład ja), muszą z nią stoczyć wprzódy ostrą walkę: czy mogę? czy mi wolno? czy sobie poradzę? Tu akurat nie poradzą merytoryczne argumenty, za pysk zołzę i won!

Prosta sprawa: kondycja, ubiór, wiedza i rozsądek. Chyba w tej kolejności.

Te punkty, jak zwykle, zależą jedne od drugich i mocno na siebie nawzajem wpływają.

Tak sobie myślę:

Kondycja – w kontekście ruchu, zdrowia fizycznego, ogólnopojętego rozruszania i sprawności. Im jej mniej, tym bardziej będzie męczyć jazda, tak więc planując wycieczkę te swoje możliwości bierzmy pod uwagę.  I to zarówno możliwości ogólne jak i te zależne od chwili. Przykładowo – banał: przed długą trasą warto być wypoczętym i wyspać się. Jeśli szacunki sił wskażą mi że odcinek jest długi i potrzebuję więcej przerw w trakcie wycieczki – planuję więcej czasu na nią, łącznie ze zmianą planów (nie jadę w Siną Dal po pracy tylko biorę urlop i jadę z rana).  No i nie imprezuję przed wycieczką, może też i banał ale jakoś widzę że po zarwanej nocy, nie daj Boże przy piwie, następnego dnia gorzej z koncentracją – ogólnie. A koncentracja przyda mi się do jazdy. Nazwijmy to hobbystycznym sztywniactwem.

Dodatkowo: apteczka z lekarstwami zawsze się przyda. I tymi, które bierzesz dla siebie, i tymi powszechnymi (przeciwbólowe, opatrunkowe itd). W czasie jednego wypadku rowerzysty w górach wszyscy w grupie rzuciliśmy się do pomocy krwawiącemu koledze. Okazało się, że na circa 10 rowerzystów każdy miał zestaw narzędzi do roweru. Nikt, ale to Nikt nie miał apteczki. Przydał się silvertape na zabezpieczenie rany, bo nic innego nie było.

Ad rem jednak: ale też i kondycja – w sensie sprawności motocyklowej. Jak sobie radzę na motocyklu i co umiem. Jak oceniam swoje umiejętności – realnie, bez oszustw – to właśnie ten element rozsądku. Ja na rozgrzewkę często robię sobie kółka przed domem albo tak dobieram traskę żeby na początku trochę poskręcać i w ten sposób zrobić rozgrzewkę – dla mózgu i dla ciała. Nie mówię że każdy ma tak robić, te czynności to moja odpowiedź sobie samej na pytanie „jak umiesz jeździć”. Pomocne są tu kursy doskonalenia jazdy motocyklem – może uda mi się opisać kiedyś wrażenia po takich treningach. Rozsądek podpowiada, żeby nie szarżować tam, gdzie nie masz umiejętności i możesz spanikować – ot, na głupim, była nie było banalnym, deszczu na przykład.

Mili moi czytelnicy, nie po to się tu rozpisuję, żeby głowę zawracać. Wszak najważniejsza rzecz takiej wycieczki jest jedna i tylko jedna: wrócić cało, na całej maszynie. Spadek koncentracji spowodowany zmęczeniem, przeszacowaniem swoich sił, jest rzeczą, którą można uniknąć przy odpowiednim planowaniu – realnym, dodajmy. Ja przed ostatnim zlotem miałam wiedzę o sobie taką, że przejechałam 300 km, dałam radę. Od tamtej pory nakręciłam trochę więcej kilometrów, raczej czuję się bardziej niż mniej doświadczona, krótko mówiąc – oceniłam, że powinnam dać radę przejechać i te 4,5 setki. Żeby zaś zwiększyć swoje szanse, wzięłam właśnie ten wspomniany wyżej dzień urlopu,  coby jazdę zacząć na spokojnie z rana, nie spieszyć się, mieć czas na przerwy regeneracyjne i inne, i dojechać przed wieczorem. To też element planowania.

Ubiór – tu sprawa przygotowań jest prosta. Ubiór rzecz święta. Bez kasku i kombi, rękawiczek i butów nie wyruszasz w drogę, ale o tym to chyba nie ma co pisać? To rzecz oczywista? Ok? Ubiór rzecz jasna dopasowany do warunków pogodowych i warunków wycieczki (offroad czy onroad;-). To może właśnie o takich smaczkach: ubranko przeciwdeszczowe – jeśli masz skórę. Membrana i/lub ubranko wcześniej wspomniane – jeśli tekstylia. Rękawiczki dopasowane do pory roku. NIE MA uniwersalnych rękawic! I z drugiej strony: zbroja na siateczce – jeśli temperatury skrajne ( vide początek tej notki). Nie ma żartów – z przegrzania też może być wypadek.  Silne słońce – okulary przeciwsłoneczne jeśli nie masz blendy w kasku.

Na koniec wiedza i rozsądek.

Wiedza typu: z kim będę jechać? Ja ostatnio musiałam się pod tym kątem przygotować: jechałam w grupie. Kolejna rzecz w przygotowaniu jeźdźca – musiałam się tego nauczyć. Najpierw teoretycznie, no i, jak to ze mną bywa, podenerwować się trochę, a potem już poszło. Teorię poczytałam sobie oczywiście przed samą jazdą – dzień, dwa przed. I wszystko poszło sprawnie, tj nie byłam zawalidrogą, i chyba w miarę załapałam o co chodzi z grupową jazdą.

A co jeszcze w Twojej najbliższej wycieczce będzie odbiegało od standardowego lotu wokół komina, z czym się jeszcze nie mierzyłaś/eś? To musisz właśnie poznać przed wycieczką, o ile to możliwe.

A rozsądeklast but not least: mierz zamiar według sił, nie słuchaj Wieszcza, bo, za przeproszeniem, nie wie co mówi, a na pewno na motocyklu nie jeździł bo ich wtedy nie było. Planować zawsze lepiej z marginesem błędu – w tym przypadku z marginesem błędu jeśli chodzi o Twoje możliwości. Lepiej mieć niedosyt niż „twarzować” przed sobą że nie jestem zmęczona, dam radę, jeszcze te 100 km…. a ciało się upomni o swoje, spadek koncentracji może być zabójczy.

 

Szerokości w ten kończący się weekend majowy życzę!

 

 

 

 

 

Tagi: , ,

Jedna odpowiedź do wpisu “Wycieczka motocyklowa – przygotowanie jeźdźca”

  1. [...] Przygotowanie jeźdźca – wbrew pozorom to nie to samo co spakowanie kufra/torby i czegotam jeszcze, – opublikowane tutaj; [...]

Zostaw odpowiedź

Możesz używać następujące tagi: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>