Dziś pierwszy odcinek z cyklu „Przygotowania do wycieczki motocyklowej”:

 Przygotowanie trasy na wycieczkę motocyklową.

 

Trasa to podstawa. Trasa to coś, po co się rusza w drogę. Trasa i motocykl wzajemnie się uzupełniają. Dobrze zaplanowana trasa to klucz do dobrze przeżytej podróży.

Inaczej niż przy jeździe samochodem, ruszając w trasę nie liczy się samo dojechanie do celu, a przyjemność płynąca z jazdy, frajda, radocha, banan na buzi, euforia i wszystko pomiędzy. Liczą się walory emocjonalne po prostu. Zatem, planując trasę, nie szukam najefektywniejszego sposobu przemieszczania się z punktu A do punktu B. To jest coś, co mi da każda nawigacja samochodowa. Niestety, żadna mi znana nawigacja nie ma opcji „fajna trasa”. Są opcje „najkrótsza”, „efektywna”, „omijaj korki”, „przejedź przez”, ale „fajnej” nie ma…

Tak, motocyklem też się robi takie „przeloty”, jak trzeba. Ale mówimy teraz o wycieczce. Wycieczka ma sprawiać radość – po cóż innego by w ogóle jechać?

Inaczej niż przy jeździe samochodem, wszelkie awarie i przeszkody mają inny wpływ na naszą dalszą podróż. Nie zapomnę tak łatwo o zestawie narzędzi, o sprawdzeniu stanu motocykla… błędy w przygotowaniach trasy bardziej bolą w motocyklu.

Na planowanie trasy ma wpływ:

  1. Miejsca startu i celu,
  2. okoliczności realizowanej trasy: kiedy ruszasz, w jakim nastroju, samopoczuciu,
  3. moja znajomość regionu, gdzie trasa ma przebiegać,
  4. ile czasu na wycieczkę motocyklową mogę poświęcić,
  5. jasna sprawa – moje doświadczenie motocyklowe: ile mogę dziennie przejechać, żeby mi to jeszcze sprawiło frajdę.

Te punkty wzajemnie się przenikają,  rzecz jasna.

1. Miejsca startu i celu.

Opcje są takie:

  • Miejsce startu = Cel.

Innymi słowy, wyruszamy z punktu A i na koniec wracamy do punktu A. Fajny sposób na penetrację okolicy, której nie znamy. Na przykład jedziemy na drugi koniec Polski, kwaterujemy się, i robimy wypady wokół miejsca zamieszkania.  Takie pętle mają dla mnie sporo walorów. Jednym z najważniejszych jest to, że skoro to pętla, to w dowolnym momencie trasy można ją „skrócić”, i wrócić do bazy. Brak pośpiechu jest dużym komfortem. Powody skrócenia mogą być różne: przeszacowanie możliwości – zmęczenie, awaria,  brak czasu – przerwy w trasie wydłużyły się nad wyrost, bo takie ciekawe rzeczy oglądaliśmy, no ale trzeba wracać więc …. tniemy już na skróty.  Jasne, można też pętlę wydłużyć. Drugim fajnym czynnikiem jest to, że po paru dniach mamy teren objechany metodą „serka” – trójkąty moich pętli wokół miejsca pobytu tworzą – no ok, elipsoidę? – wiadomo. Naprawdę można wtedy powiedzieć, że się „zna teren”. W zależności od doświadczenia, czasu, radius wycieczek wokół miejsca zamieszkania może być większy lub mniejszy.

  • Miejsca startu i celu różnią się.

Czyli np mam dojechać z Warszawy do Olecka.  Jeśli jestem umówiona w miejscu docelowym na czas, to mam już pewne ograniczenia w planowaniu. Pytania zasadnicze: kiedy mam jechać? Jeśli po pracy w piątek, to skazana jestem na przelot – jeśli taka moja decyzja, to ok. Ale może wolę jednak nie robić przelotu? Może nie chcę jechać w korkach, w ruchu ciężarowym na wylotówkach z dużego miasta? W takim razie zaplanuję trasę inaczej. Na przykład wezmę urlop na ten nieszczęsny piątek, ruszę w sobotę rano zamiast w piątek, lub – jak w przypadku tej wycieczki do Olecka – wyjdę z pracy o 12 – rozwiązanie iście Salomonowe ;-). Tak, dojechałam wtedy na czas, ale wyszło parę szczegółów niedoplanowanych  właśnie.

Ok, ruszam zatem w trasę … moment, nie ruszam.  Wiem już, jaki mam zakres czasowy. Wiem, kiedy jadę. Wiem dokąd (chyba że zakładam jazdę w Siną Dal. Sinej Dali nie ma na mapie, może ktoś ją kiedyś znajdzie…) Wiem, w jakim stanie jest mój motocykl (o tym w kolejnych notkach!).  Ale …

2. Okoliczności realizowanej trasy

… zasadnicze okoliczności wspomnianej wycieczki do Olecka: 4 pory roku na raz. Upał, deszcz, grad, śnieg i mocny wiatr na zmianę, przy czym upał na końcu. Tudzież jazda po ciemku, której – jakoś się nie zaplanowało. A się powinno było przewidzieć. Rozwiązania Salomonowe nie zawsze są dobre. Należało albo szybciej jechać, albo robić mniej przerw, albo wyjechać wcześniej z Warszawy.  Możliwe też, że wszystko powyżej jednocześnie. Okoliczności braku doświadczenia jeźdźca czyli moi, spowodowały że jechałam zbyt wolno od zaplanowanej Vprzelotowej, przerwy się wydłużyły – bo zmęczenie, przeszacowanie możliwości jazdy – punkt 5! – no i pogoda….  innymi słowy, okoliczności mają duży wpływ na planowanie trasy:

  • czy jadę wypoczęta? o jakiej porze dnia ruszam?
  • jaka jest przewidziana pogoda? czy mam ubiór odpowiedni do pogody? (rozwinę w dalszych notkach)
  • czy dana długość trasy przy danych warunkach jest optymalna (zasada: zawsze planuj poniżej swoich możliwości. zostaw sobie trochę rezerwy sił na nieprzewidziane wypadki)?
  • czy będę się poruszać na drodze o dużym natężeniu ruchu?
  • jak szybko zapadnie zmrok?
  • czy jadę sama, czy w grupie? czy znam tę grupę, czy umiem jechać w grupie?
  • jakie są możliwości zrobienia przerw – są stacje benzynowe po drodze , jakie miejscowości, czy planuję w czasie przerw przy okazji pooglądać – krajobrazy, architekturę, inne takie? czy trasa przewiduje takie postoje, czy też omija je szerokim łukiem?
  • czy znam trasę?

z ostatniego pytania płynne jest już przejście do:

3. Moja znajomość regionu

skoro to nie przelot – to czy wiem, co chcę zobaczyć na wycieczce? W zależności od tego co mnie interesuje, siadam do przewodników/internetu i sprawdzam, czytam – a może po drodze jeszcze coś ciekawego do zobaczenia? Można przejechać trasę spontanicznie, a można spróbować przejrzeć informacje zewsząd,  żeby wiedzieć, co w trawie piszczy. W trawie, w architekturze, w krajobrazach – a nuż warto ociupinkę nadłożyć trasy, żeby coś ciekawego zobaczyć? Jeśli zaś moim celem jest Sina Dal – no to wtedy nic nie sprawdzam, cieszę się jazdą i tym, co zastanę po drodze.  Przygotowując się do przejazdu – jeśli wybieram drogi boczne, lub znane z atrakcyjności (droga 100 zakrętów?) – lubię jednak wiedzieć, co mogę po drodze zastać.  Ba! jeśli ktoś trasę już zrobił, pewnie i filmik na jutubie znajdę. Może te informacje mnie dodatkowo zainspirują, może nie.  A jak mam listę potencjalnych rzeczy do obejrzenia/zwiedzenia/zjedzenia (knajpki też są miejscem godnym zwiedzenia, oj tak…), to już dalej prosta rzecz: siadam do mapy i rysuję sobie trasę. Na mapie fizycznej bądź w necie – korzystam np z bikeroutetoaster.com, polecam.

Jeśli zależy mi na krajobrazach, a nie znalazłam nic w materiałach, to biorę mapę terenu i szukam: małych dróg (z racji na Szarlotę nie mogą to być tylko szutry i grunt, jakieś standardy cywilizacyjne obowiązują), kompleksów leśnych, dolin rzek – im bardziej meandrujących, tym większa szansa na coś ciekawego. Tu jest właśnie sposobność na Fajną Siną Dal.

Dalej już prosto: albo mamy nawigację puszkową i możemy ją zamontować w uchwycie (nie testowałam), wprzódy przełamawszy jej upór co do ‚fajnej” trasy („jedź przez, no żesz, jedź przez X, nie przez Y!”), albo mamy mapkę papierową. Tak czy siak dobrze mieć w pamięci trasę – możliwe, możliwe, nie chodzi o nauczenie się na pamięć. Chodzi o znajomość kilku punktów trasy, cobym się połapała, czy jeszcze się nie zgubiłam…. wszystkie punkty mam już, ułożyłam sobie, ale pytanie następne:

 

4. Ile mam czasu na wycieczkę?

No właśnie, ile? O tym już wspominałam wyżej, ale jeszcze wspomnę.  Ja  np chcę mieć…. 4 miechy czasu i kasy na wycieczkę. No nierealne.  Czas na konfrontację marzeń z rzeczywistością. No i przykrojenie ich do tejże. Czasami boli, ale kompromisy i tak oznaczają, że na jakąś wycieczkę jednak pojadę, a że nie zrealizuję może wszystkiego – no to trudno, będzie okazja żeby jeszcze raz pojechać, ciut inną trasą.  Ważne! do czasu wycieczki wliczają się też przerwy: na tankowanie motocykla i na tankowanie jeźdźca. Mi wychodzi średnio co 150-200 km taki przystanek, bo Szarlota mały zbiornik ma i tyle tylko zrobi. A i ja nie wytrzymam w siodle za długo na raz.  Wydaje się więc, że czas na przerwy – różnorakie, czy to regeneracyjne, czy to zwiedzaniowo-odpoczynkowe, trzeba liczyć co najmniej 1/3 , jak nie połowę, całego czasu wycieczki.  Przeloty excluded, ofkors, chociaż dla mnie nie ofkors – ja i tak muszę stawać na to tankowanie i odpoczynek.  Ale też i przelot to bardziej jak jazda puszką, i o nim nie bardzo tu .

 5. Ile mogę przejechać? Ile jestem w stanie przejechać jednego dnia?

No ba – o tym będzie cała notka: przygotowanie i doświadczenie Amazonki też ma znaczenie przy planowaniu. Bo sorry, trasa 1000 km do Wiednia jednym rzutem to fantastyka dla mnie. Ułańska. Dla innego jeźdźca – spoko, zmęczona/y dojedzie, ale dojedzie. Więc i inne planowanie w obu tych przypadkach.

Pisałam już wyżej o tej zasadzie: planuj poniżej sowich możliwości. od prędkości jazdy, w chodzenia w zakręt po wycieczkę właśnie. Bo jak nie masz marginesu na błąd, to co? Głupio płakać albo kazać bliskim płakać nad rozlanym mlekiem, bo mi się zdawało że taki kozak  (oj, miało być Ułan) jestem.

A! Mój Guru Godlewski każe pić, zawsze przy jeździe. Wodę, Szanowni, wodę zwykłą. To tak a propos zmęczenia i dekoncentracji, a konto  przyszłych notek.

No więc – najbliższa moja wycieczka to bardziej przelot i będzie miała 400 km. Dla mnie to dużo, ale wiem że dam radę, bo jechałam już 300,  i daję sobie teraz na to więcej czasu. Trasa znana, moto przejrzane. A po tym przelocie, mmmmmmmm też mam już zaplanowane. Nie przeze mnie, skorzystam z tego luksusu że mogę się podłączyć do pewnej grupy – która też na wycieczkę się przygotowuje. Ale o tym będzie innym razem, i niekoniecznie w cyklu o przygotowaniach.

Szerokości!

 

 

Tagi: , ,

Jedna odpowiedź do wpisu “Wycieczka motocyklowa – przygotowanie trasy w Siną Dal.”

  1. [...] Przygotowanie trasy, opublikowane tutaj; [...]

Zostaw odpowiedź

Możesz używać następujące tagi: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>