Sobota 14.09.2013

Granica RPNadszedł kolejny po piątku dzień… Rano po całkiem smacznym śniadaniu, wytaczaniu maszyn z zaimprowizowanego parkingu i smarowaniu miśkowego łańcucha,  ruszyliśmy w kierunku Słowacji. Jechaliśmy zachęcani przez bezchmurne niebo i ostro świecące słoneczko. Sprawnie i bez przeszkód dotarliśmy do granicy RP w Barwinku. Ciepła herbatka i kawa na samej granicy i lecimy dalej…  Ruch spory, sporo towaru pcha się na to przejście, jazda wśród tranzytu to średnia przyjemność. Nie czekając więc długo z drogi pełnej ciężarówek uciekliśmy kawałek za Svidnikiem i  skierowaliśmy się równolegle do granicy z Ukrainą jadąc na Michalovce. Jedną z atrakcji po drodze była wielka kolumna matocykli prowadzona przez radiowóz. Jakiś zlot chłopaki organizowali… Aż miło było popatrzeć!

W okolicach pory obiadowej liderem grupy stał się Kusz, który ma najwyraźniej jakiś brakujący reszcie populacji zmysł wyszukiwania rewelacyjnych miejscówek kulinarnych. Obiad przez niego namierzony był rewelacyjny, zjedzony w bardzo zacnych warunkach za zupełnie przyzwoite pieniądze. Nie wiem jak on to robi ale wyglądało jakby znał to miejsce od lat.

Najedzeni i zadowoleni przekroczyliśmy węgierską granicę przez symboliczne przejście w Pacinie. Drogi w tym rejonie stały się już bardzo „lokalne” ale i nie pozbawione uroku. Zawrotnych prędkości nie dało się osiągać ale przynajmniej wielotonowe kolosy nie utrudniały jazdy. Zaczęły się typowe dla tego obszaru miejscowości z wąską drogą i szeroko rozstawionymi małymi domkami. Ludzie ciekawie nam się przyglądali, niektóe dzieciaki machały nam z przejęciem. Pod wieczór jazda przez Węgry dobiegła końca. Granica z Rumunią przypomniała nam nieco czasy przed wejściem do UE. Niewielka kolejka i konieczność okazania dowodu lub paszportu była nielichą atrakcją. Całość odprawy jest raczej symboliczna ale i tak przywołuje wspomnienia starych czasów. Da się poczuć znaczenie władzy w mundurze i nieznoszących sprzeciwu gestów. A kiedyś tyle emocji towarzyszyło takim momentom… Teraz już nawet się nad tym nie zastanawiamy śmigając bez ograniczeń po całej Europie.

Zatankowaliśmy na pierwszej napotkaniej za granicą stacji benzynowej testując jednocześnie poziom usług w pierwszym z obiektów handlowych Rumunii. Zero probelmu, szybko, miło i sprawnie, płatność kartą jak w każdym innym miejscu. Ot legendy i strachy ludowe :-)

Katedra w Satu MarePonieważ zrobiło się zupełnie czarno a w dodatku na granicy „zgubiliśmy” godzinę w stosunku do pokładowych zegarów, postanowiliśmy wylądować w pobliskim Satu Mare. Znowu w użyciu był serwis booking.com bez którego nasza wyprawa skazana by była na przypadkowe noclegi. Tym razem w naszym szybkim konkursie jakość/cena wygrał hotel Cardinal. Położony jest niemal w centrum miasta więc ze znalezieniem go nie mieliśy najmniejszych problemów. Po wjechaniu przez bramę spotkało nas pierwsze miłe zaskoczenie. Zostaliśmy powitani na schodach recepcji z dużym entuzjazmem, bez żadnych problemów zaparkowaliśmy motki na dziedzińcu hotelu na wprost wejscia. Zostaliśmy zaprowadzeni do pokoi, recepcjonistka osobiście pootwierała zawory w grzejnikach (najwyraźniej 10 stopni w nocy traktowane jest tam jako mróz). Myślę nawet, że gdyby pod ręką był jakiś zmiennik dla tej sympatycznej dziewczyny to byśmy jeszcze przewodniczkę na nocną eskapadę po mieście mieli :-). Ale że zmiennika nie było ze smutkiem doradziła nam gdzie warto udać się na spacer i co warto zobaczyć.

Satu Mare zwiedzane po zmroku robiło bardzo dobre wrażenie. Miasto żyje aktywnie, wszędzie można spotkać młodych, dobrze ubranych mieszkańców odwiedzających kawiarnie i puby. Auta poruszają się po ulicach spokojnie i przepisowo, czego nie można jednak powiedzieć o sposobie parkowania. Zostawianie samochodów na chodnikach, pasach i skrzyżowaniach należy tu najwyraźniej do dobrego tonu. Mimo późnej pory udało nam się znaleźć pizzernię i zjeść kolację razem z lokalesami oglądającymi mecz piłki nożnej. W końcu zmęczeni ale najedzeni wróciliśmy do hotelu. Po 400 km jazdy bocznymi drogami i solidnym nocnym spacerze spaliśmy jak dzieci i dopiero budzik kolejnego dnia przywrócił nas do rzeczywistości…

Ale o tym w kolejnym odcinku.

Trasa

Tagi: , , , ,

Zostaw odpowiedź

Możesz używać następujące tagi: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>