Cały ostatni weekend trwała, jak wiecie, wystawa motocykli i skuterów w Warszawie.

Wszyscy, którzy chcieli – wiedzą, a którzy jeszcze nie chcieli – dowiedzą się z internetu i pism branżowych, co się działo na wystawie. Ja nie o tym.

Szłam na tę wystawę ze sprawami do załatwienia, ludźmi do spotkania, wystawą do obejrzenia, a wróciłam uradowana spotkaniami, i z przemyśleniami.

Jedno z nich tyczy się hostess. Już w czasie przedtargowym na forum kobitek motocyklowych Motocykl i Dziewczyna dyskutowano o ogólnie podejściu do reklamy w motoryzacji. Wiadomo, sex sells, ale żeby tak nachalnie sugerować wdzięki kobiece? Wystawa motocykli w branży promowała się bardzo intensywnie hasłami typu „każdy facet znajdzie coś dla siebie”, przy czym pod hasłem były obrazki motocykla, skutera, i pani w wygiętej pozie.  To jak, to wystawa na której można kupić motocykl i jednocześnie usługi najstarszego zawodu świata? Powiecie, że się czepiam, feministka jedna. Na targach samochodowych jest to samo a może i jeszcze bardziej. Nie przekonuje mnie argument, że powszechność zjawiska uzasadnia jego istnienie.  Na tej samej zasadzie można obronić krępowanie stóp dziewczynek w Chinach – wszyscy to robili, to chyba tak trzeba? To nie jest czepianie się, tylko realne spojrzenie na świat i wymaganie od świata – min traktowania ludzi podmiotowo, a nie przedmiotowo. Ludzi, czyli kobiet. Na wystawie było sporo pań (nie tylko towarzyszek panów), sporo dzieci, także tych małych, także tych pryszczatych i wysmuklonych. Wszyscy musieliśmy oglądać panie hostessy. Pół biedy, kiedy siedziały one grzecznie na motocyklach, nawet jeśli miały głęboki dekolt i króciutkie majteczki. Gorzej, że przechadzały się wśród zwiedzających z hasłem „motocykle są wszędzie” na pupie, opiętej czarnymi majteczkami w których camel toe w zasadzie nie był li tylko domysłem. Do tego siatkowane pończoszki, opięte czarne wdzianko odsłaniające i dekolt, i brzuch, i voila. Nic tylko klepnąć, panowie chętni? No bez przesady, komu to szkodzi, nie? Omdlewam.

Aleale.

Swoją drogą pewien Pan pytany o te hostessy pokazał mi rzecz z drugiej strony: traktowania mężczyzn jak napalonych buhajów, którzy inaczej niż przez ponętną sztukę na motocykl nie spojrzą i którzy muszą się w ten sposób dowartościować. Pana owego mierzi, że jest tak traktowany. Co więcej, Pan ów orzekł iż wzrokowcy mężczyźni potrafią sobie na to nałożyć filtr żeby móc podziwiać to,  po co przyszedł, czyli motocykl właśnie. Ale może ten Pan jest wyjątkiem? Jak Wy to widzicie – czy hostessy roznegliżowane są konieczne? Panowie, lepiej się Wam ogląda jak ktoś goły na motocyklu siedzi? Czy Wam to obojętne, kto podaje tacę z cukierkami i jak jest ubrany/rozebrany? Czy traktujecie poważnie roznegliżowaną osobę udzielającą informacji na stoisku tematycznym, czy też fakt ubioru jednak wpływa na Waszą percepcję fachowości takiej osoby?

Nie jest to miejsce na ciągnięcie tego tematu dalej – chyba że w komentarzach, zapraszam!. Jest to natomiast blog kobiety, która jest też i motocyklistką, i traktowanie tematu wystawy motocykli  poprzez pryzmat seksu mnie mierzi. I nie tylko mnie, jeśli o Panie chodzi. Możesz wzruszyć ramionami, powiedzieć że świat zawsze taki był, że Ciebie to nie dotyczy. Możesz. Ja mogę napisać na blogu.

O innych przemyśleniach z wystawy będzie jeszcze coś w następnych dniach, ale w jednej notce wszystkie pomysły mi się nie zmieszczą, do zobaczenia zatem niebawem!

 

Tagi: ,

Zostaw odpowiedź

Możesz używać następujące tagi: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>